Ronan Whitley
Niektóre dzieci wyrastają ze swojej bujnej wyobraźni krótko po tym, jak
dowiadują się prawdy o Świętym Mikołaju. Bo skoro w najbardziej magicznym okresie w roku
nie ma tak naprawdę nic magicznego, to dlaczego potwory pod ich łóżkami
miałyby być prawdziwe?
Jeśli jednak zdarzy się tak, że i z tego nie wyrosną, to stają się tym dziwnym kolesiem w szkole średniej, który dryfuje między rolą nerda a stonera. Nie jest do końca wyrzutkiem, bo ma przyjaciół, w większości po prostu równie szurniętych, co on; pali skręty w toalecie, ale ma też ponadprzeciętne wyniki w nauce. A kiedy beztroskie nastoletnie lata mijają, wszyscy oczekują, że ta jego faza również minie, teraz kiedy zaczął poważne studia i ma ambitne plany na przyszłość. Ale on nie chce udawadniać korupcji w parlamencie, ani demaskować prawdziwego oblicza rodziny królewskiej, już dość durniów próbuje tego każdego dnia.
Zostaje więc ze swoimi wielkimi marzeniami w małym mieście i gdy ktoś o to pyta, to po prostu chce być blisko rodziny. Są… w porządku… w kontrolowanych ilościach, dlatego wynajmuje kawalerkę na poddaszu, za którą czynsz opłaca ze swojej posadki w lokalnym dzienniku. Na resztę zdecydowanie przydają się te dodatkowe zmiany w sklepie muzycznym, w którym dorabiał sobie jeszcze w czasach licealnych. W gazecie pisze o remontach dróg z dotacji od tego samego rządu, który na następnej stronie niszczy okoliczne rezerwaty.
Po całym dniu pracy czystym urokiem osobistym toruje sobie wejście do archiwów biblioteki uniwersyteckiej, gdzie mimo lat tej samej rutyny wciąż znajduje nowe źródła. Kupuje sobie tym czas, aż na zewnątrz na dobre zapadnie noc, bo to pod osłoną ciemności na powierzchnię wychodzą największe sekrety tego miasta oraz jego najlepsze pomysły. Z plecakiem na ramieniu nieodmiennie wyposażonym w poturbowany aparat fotograficzny, teczkę akt policyjnych, do których zdecydowanie nie powinien mieć dostępu oraz miernik EMF. Z szyi zwisa mu łańcuszek ze srebrnym krzyżykiem, będący sentymentalnym symbolem czegoś, w co nie wierzy, a co według niektórych byłoby pewnie najmniej absurdalną z rzeczy, których poszukuje. Wracając do domu, gubi się gdzieś w okolicach zabytkowej przystani, skraca sobie trasę przez najstarszy cmentarz w okolicy, który zupełnie mu nie po drodze, a już zupełnie przypadkowo trafia do jednego z opuszczonych budynków na skraju miasta. Wielu wierzy i czeka całe życie, aby zobaczyć. On widział. Wiele razy. Jednak mimo głębokiej wiary, czegoś co ludzie nazwaliby obsesją lub szaleństwem, kapka sceptycyzmu wciąż każe mu szukać.
Jeśli jednak zdarzy się tak, że i z tego nie wyrosną, to stają się tym dziwnym kolesiem w szkole średniej, który dryfuje między rolą nerda a stonera. Nie jest do końca wyrzutkiem, bo ma przyjaciół, w większości po prostu równie szurniętych, co on; pali skręty w toalecie, ale ma też ponadprzeciętne wyniki w nauce. A kiedy beztroskie nastoletnie lata mijają, wszyscy oczekują, że ta jego faza również minie, teraz kiedy zaczął poważne studia i ma ambitne plany na przyszłość. Ale on nie chce udawadniać korupcji w parlamencie, ani demaskować prawdziwego oblicza rodziny królewskiej, już dość durniów próbuje tego każdego dnia.
Zostaje więc ze swoimi wielkimi marzeniami w małym mieście i gdy ktoś o to pyta, to po prostu chce być blisko rodziny. Są… w porządku… w kontrolowanych ilościach, dlatego wynajmuje kawalerkę na poddaszu, za którą czynsz opłaca ze swojej posadki w lokalnym dzienniku. Na resztę zdecydowanie przydają się te dodatkowe zmiany w sklepie muzycznym, w którym dorabiał sobie jeszcze w czasach licealnych. W gazecie pisze o remontach dróg z dotacji od tego samego rządu, który na następnej stronie niszczy okoliczne rezerwaty.
Po całym dniu pracy czystym urokiem osobistym toruje sobie wejście do archiwów biblioteki uniwersyteckiej, gdzie mimo lat tej samej rutyny wciąż znajduje nowe źródła. Kupuje sobie tym czas, aż na zewnątrz na dobre zapadnie noc, bo to pod osłoną ciemności na powierzchnię wychodzą największe sekrety tego miasta oraz jego najlepsze pomysły. Z plecakiem na ramieniu nieodmiennie wyposażonym w poturbowany aparat fotograficzny, teczkę akt policyjnych, do których zdecydowanie nie powinien mieć dostępu oraz miernik EMF. Z szyi zwisa mu łańcuszek ze srebrnym krzyżykiem, będący sentymentalnym symbolem czegoś, w co nie wierzy, a co według niektórych byłoby pewnie najmniej absurdalną z rzeczy, których poszukuje. Wracając do domu, gubi się gdzieś w okolicach zabytkowej przystani, skraca sobie trasę przez najstarszy cmentarz w okolicy, który zupełnie mu nie po drodze, a już zupełnie przypadkowo trafia do jednego z opuszczonych budynków na skraju miasta. Wielu wierzy i czeka całe życie, aby zobaczyć. On widział. Wiele razy. Jednak mimo głębokiej wiary, czegoś co ludzie nazwaliby obsesją lub szaleństwem, kapka sceptycyzmu wciąż każe mu szukać.
— 01.02.1997 — od zawsze i na zawsze w Woodwick — człowiek — ukończone studia dziennikarskie — krytyczny fan teorii spiskowych — reporter śledczy z głowy — badacz zjawisk paranormalnych z serca — dziennikarz w Woodwick Herald — sprzedawca w sklepie muzycznym
Kartę sponsurują Maggie Stiefvater z The Raven King oraz Colton Ryan. Czy ktoś w tym chaosie potrzebuje zupełnie normalnego chłopca o zupełnie nienormalnych zainteresowaniach? Podobno, kto szuka, ten znajdzie...
✉️ bethgansey@gmail.com
