Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KP. Pokaż wszystkie posty

25 września 2023

I hope I never lose the bruises that you left behind

ODETTE DURAND
obecnie przedstawia się jako Penelope Poppy Dechamps


Zawsze marzyła o wolności. Pragnęła porzucić pręty złotej klatki zaciskającej się wokół niej coraz mocniej wraz z upływem kolejnych lat, podrzeć obszerne spódnice ograniczające jej ruchy, gdy pętały się przy jej kostkach, uciec jak najdalej od despotycznego ojca traktującego ją niczym swoją własność, koronny klejnot stanowiący zwieńczenie jego osobliwej kolekcji. Była uczona, jak się uśmiechać, odpowiednio dygać i usługiwać przyszłemu mężowi, chociaż jej ojciec strzegł Odette z taką zaciekłością, że wśród wyższych sfer zaczynała uchodzić za starą pannę. Ona jednak marzyła o poznawaniu świata i ludzi, zamiast spędzaniu czasu na dłużących się przyjęciach. W każdej wolnej chwili oddawała się czytaniu zakazanych dla niej książek w nadziei, że kiedyś będzie mogła zdobywać wiedzę w praktyczny sposób poza murami pięknego więzienia. 

Czasami wydaje jej się, że sama sprowadziła na siebie tę klątwę. Była zdecydowana, by za wszelką cenę wyrwać się z życia, które wiodła, tak uparta i pełna pasji, że narzucone zasady oraz konwenanse nie były w stanie jej powstrzymać. Pragnęła rzeczy, które powinny być dla niej niedostępne z racji czasów oraz urodzenia w hrabiowskim rodzie i gdy już dokonała niemożliwego, głód krwi odebrał jej wszelką radość związaną z uzyskaniem wolności. Wyrwała się, ale za cenę dziesiątek istnień, których krew plamiła jej ciało i ubrania, gdy niczym w transie dziesiątkowała kolejne wsie, nie potrafiąc znaleźć ukojenia dla pochłaniającej ją potrzeby. Płonący w jej wnętrzu ogień zawsze był jasny i promienny, teraz jednak stał się źródłem zniszczenia trawiącym ludzkie życia. 

Czas stał się pojęciem względnym. Niekiedy wydaje jej się, że przeżyła całe millenia, kiedy upłynął zaledwie rok. Innym razem krótkie mrugnięcie powieką przenosi ją pięćdziesiąt lat do przodu, a ona na nowo musi nauczyć się i przystosować do coraz gwałtowniej zmieniających się okresów w historii świata. Sądziła, że odnalazła swoje miejsce w świecie przy nim i to miało jej wystarczyć do kresu dni, jednak utkane przez niego kłamstwa okazały się być takim samym więzieniem jak złota klatka wykuta przez jej ojca. Powoli zbliża się do swoich dwusetnych urodzin, a zaczyna wszystko od nowa, nie mając pojęcia, kim tak naprawdę jest, skoro jej wolność była tylko ułudą przystosowaną do jej naiwnych marzeń.

wampirzyca — została przemieniona w 1873 roku w niewielkiej posiadłości umiejscowionej na obrzeżach Paryża — upływające półtorej wieku wiernie spędziła u boku swojego Stwórcy — pomimo determinacji i wielu lat ćwiczeń nadal nie udało jej się w pełni zapanować nad żądzą krwi, zdarza jej się utracić kontrolę nad morderczymi instynktami i wpaść w szał, z którego następnie nic nie pamięta — uciekinierka od dwóch miesięcy ukrywająca się w Woodwick, gdzie przyjęła nową tożsamość — podjęła pracę w uniwersyteckiej bibliotece, większość czasu spędzając na błądzeniu pomiędzy regałami i stronieniu od towarzystwa; w obawie, że jeśli nie będzie ostrożna, zostanie odnaleziona przez niego

22 września 2023

There is much to be learned from the beasts

DORIAN RUTHVEN
w zamierzchłych czasach książę sierpuchowski Aleksander Iwanowicz Wroński — przemieniony w wampira w 1549 roku w Carstwie Moskiewskim — do niedawna hematolog pracujący w szpitalu św. Tomasza i wykładowca akademicki na Oxfordzie — wspomnienia wypełnione obrazami upadających monarchii, toczonych wojnami krajów, umierającej kultury i wielkich zmian — stulecia krwawych eksperymentów i dziesiątki ofiar na sumieniu — nienaganne maniery, wysublimowany smak i gust najprościej możliwy do określenia jako staromodny — w Woodwick w poszukiwaniu tej, która od niego uciekła
Miał imię wypowiadane troskliwie przez mateczkę tuż przed zdmuchnięciem świecy, które jednak zapomniał, bo pamięć była jak rozbita w drobny mak porcelanowa filiżanka. Kruche kawałeczki będące częścią większych elementów o poszczerbionych, nieregularnych brzegach — nie mogące wrócić do pierwotnego nienaruszonego kształtu, lecz składające się na niego, na to kim był, jaką drogę dla siebie wybrał. Są one historiami tkanymi przez czułe palce, opowieściami przekazywanymi wieczorem przy trzaskającym w piecu drewnie, gdzieś pomiędzy wiarą w dokarmiane przez ludzi domowiki, a nadejściem chrześcijaństwa. Bo prawie zawsze nadchodzi coś nowego, co zmienia porządek rzeczy, otwierając lub zamykając ludzkie umysły.
Pojawiał się znikąd i zazwyczaj przynosił ze sobą kłopoty, nauczony tym, że ludzie są z natury nieufni; potrzebują bodźca, czegoś, co pokaże im, którą ścieżką podążać. Przybierał imiona wielkich królów, ale też pańszczyźnianych chłopów, wykorzystywał nabytą wiedzę, adaptował się do zmieniających warunków pod bacznymi spojrzeniami, aż ci, którzy odczuwali strach, ulegali fascynacji. Z kształtnych ust płynęły zręczne kłamstwa rozgrzewające serca, podczas gdy jemu zależało wyłącznie na gorącej, buzującej w żyłach krwi. I niezmiennie dostawał wszystko, czego chciał.
Czas stał się pojęciem względnym — to, co dla niego było raptem chwilą, jakby mrugnięciem oka mającym strącić z rzęsy płatek śniegu, dla większości okazywało się całym żywotem. Chował zmarłych, a kiedy ich kości zmieniały się z popiół, kruszył go między palcami. Obserwował ludzi mordujących się z najbardziej błahych powodów, walczących o coś, co nigdy do nich nie należało. Z rosnącą obojętnością traktował kolejne wojny, przesuwające się granice państw, natomiast gdy nadchodziły choroby dziesiątkujące populację, zbierając śmiertelne żniwa, on ciągle trwał. Szukał sobie podobnych, aby znów odzyskać poczucie przynależności, lecz przekonał się, że chociaż nie jest kompletnie sam na tym świecie, samemu łatwiej jest przetrwać.
Jak nikt inny wie, że spełnianie hedonistycznych zachcianek wystarcza raptem na chwilę, a on przeżył ludzki żywot już kilkukrotnie, stopniowo dojrzewając do obrania sobie konkretnego celu długiej egzystencji. Odnalazł go w chęci czynienia większego dobra, lecz w naturze ma wyłącznie niszczenie.

20 września 2023

[KP] I don’t have a human heart anymore

“Do not look for my heart any more; the beasts have eaten it.”
 
MINERVA COVE
Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz, mignęły mi zaledwie jej rudawe włosy i czerwonokrwiste usta. Zauważyłem jak znika gdzieś pomiędzy tłumem i jeszcze raz chciałem złapać ją wzrokiem. Przepychałem się gdzieś pomiędzy przechodniami, ignorując ich narzekania jednak nie udało mi się jej złapać. Odszedłem więc z cichym westchnięciem na ustach i nie sądziłem, że kiedykolwiek jeszcze ją spotkam. Przez chwilę pomyślałem, że może tylko mi się zdawało, bowiem nigdy nie widziałem jej w Woodwick. Tu raczej wszyscy się znali, a nawet jeśli nie to swoim wyglądem ściągnęłaby uwagę niejednego mieszkańca i mieszkanki. Wiedziałem jedno, że jeśli była tu nowa to na pewno jeszcze kiedyś się na nią natknę, nie wiedziałem jednak że nastąpi to tak szybko. 
Kolejnego wieczora siedziałem ze znajomymi przy ognisku sącząc piwo i omawiając entuzjastycznie wynik ostatniego meczu, który wspólnie oglądaliśmy. Nagle znów gdzieś mignęła mi czerwona sukienka i długie kręcone włosy niemal takiego samego koloru. Dostrzegłem jej szeroki uśmiech i kły? Przetarłem oczy, myśląc że za dużo wypiłem a kiedy znowu je otworzyłem jej już nie było. Znowu rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając mnie z lawiną pytań i domysłów. Coś mnie do niej ciągnęło, nie potrafiłem określić dokładnie co, jednak czułem to mocno i głęboko w sobie, jakby jednym spojrzeniem potrafiła mnie uwieść i zaintrygować na tyle bym znowu za nią ruszył, tym razem w ciemny las, co chyba nie było zbyt roztropne.
W końcu udało mi się ją znaleźć. Jednak widok, który zastałem wstrząsnął mym ciałem. Byłem przekonany, że mam halucynacje świadczące o początkach choroby psychicznej. Widząc ją, pochylona nad martwym ciałem jednego z moich kolegów, całą we krwi, podekscytowaną... mimowolnie znieruchomiałem, nie będąc w stanie zrobić kroku w żadnym kierunku. Rozum nakazywał ucieczkę, jednak ja sam nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Dopiero kiedy mnie zauważyła, zrobiłem krok w tył a moje ciało zatrzęsło się w strachu. Pojawiła się przy mnie błyskawicznie, nie zdążyłem nawet mrugnąć, a ona już była obok. Blisko mnie, tak blisko że mogłem poczuć zapach jej ciała, podniecająco zapachniała cynamonem i nardem. 
— Nieładnie przeszkadzać innym podczas ich posiłku, wiesz? — w końcu dane mi jest usłyszeć jej głos. Spokojny i pewny, pełen słodyczy; głos którego mógłbym słuchać na zapętleniu cały czas. — Muszę się zastanowić, jak mi to wynagrodzisz... — wampirzyca uśmiecha się kusząco, odrobinę diabolicznie. — Może będziesz moim deserem? — wysuwa kły, nosem przesuwając po mojej szyi, wdychając mój zapach. Jęczy przy tym rozkosznie i zaraz wbija kły w moją szyję.
Nie jestem w stanie zaprotestować, jednak nie trwa to długo. Wciąż jestem przytomny, bo o świadomości nie można tu mówić. Nawet nie usłyszałem strzału, tylko jej jęk - tym razem nie rozkoszny, a wypełniony bólem, kiedy w jej ramieniu ląduje pocisk. Obraca tylko głowę, kątem oka dostrzegając winnego, ale zamiast rzucić się na niego, ucieka. Tylko tyle pamiętam z naszego pierwszego spotkania.






19 czerwca 2005, Luss, Szkocja — Młoda i żądna krwi wampirzyca, przemieniona w dzień swoich osiemnastych urodzin — Porzucona przez swojego Stwórcę, przygarnięta przez Gang-Si, który uczy ją jak być wampirem — Czerwony amulet, jako prezent od Stwórcy, który chroni ją przed promieniami słonecznymi — Barmanka w Midnight's serwująca aromatyczne i uzależniające drinki — Zazwyczaj nosi tylko czerwień i czerń — Lubi bawić się jedzeniem — Powiązani.
Cześć! Na zdjęciach Deborah Ann Woll z True Blood, w karcie są zalinkowane gify/zdjęcia, więc polecam klikać. Serdecznie dziękuję Demon Laplace’a za możliwość stworzenia tej krwiożerczej gówniary ♥ Szukam na pewno jej stwórcy, człowieka, którego mogłaby regularnie podgryzać (chłopak z którego perspektywy jest napisana karta), przyjaciół, wrogów - może kogoś kto chciałby się na niej zemścić? i w sumie wszystkiego czego dusza zapragnie. Mina kocha gierki i intrygi, a więc liczę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Im bardziej skomplikowana i emocjonalna relacja - tym lepiej. Kontakt: czywieszgdziespiewajaraki@gmail.com

14 września 2023

Wish I could be born again tonight


Hazel  Park 
wł. Hazel Anne Danbury  一 urodzona 17 maja 1906 roku 一 wychowana w Antrium, w  Północnej Irlandii 一 córka Dorothy i Luciena Dnbury, którzy dali jej dom po śmierci jej prawdziwych rodziców, których nigdy nie zdążyła poznać 一 wampirzyca, przemieniona kilka dni po skończeniu siedemnastu lat 一 już dawno zdążyła zapomnieć o dawnym życiu 一 powiązania

 

Pamięta bardzo dokładnie dworek, na którym przyszło jej się wychować. Czułe spojrzenie matki, która spoglądała na nią, gdy bawiła się na rodzinnym podwórku. Chwile, które spędzała z ojcem, przechadzając się po rodzinnym sadzie i z uwagą słuchając jego opowieści. Nadal czuje te ciepłe uczucie w okolicach niebijącego już od lat serca, gdy wraca wspomnieniami do osób, którzy tak naprawdę nigdy nie byli jej prawdziwymi rodzicami, ale dali jej ciepło i miłość, której zabrakło jej już od najmłodszych lat. Pamięta dokładnie rudego cocker spaniela imieniem Willy, który towarzyszył jej nieustępliwie na spacerach po lasach w pobliżu jej domu.  Lubi wracać wspomnieniami do tego, jak kiedyś życie było łatwiejsze, a ona miała wokół siebie tych, których kochała najmocniej, a którzy już dawno odeszli z tego świata. 


Pamięta dokładnie dzień, kiedy jej życie również się skończyło, a ona mimo to otworzyła oczy i zobaczyła zupełnie inny świat, który w pierwszej chwili ogromnie ją przeraził. Pamięta przeraźliwy strach, kiedy uciekała przez gęsty lat oraz kiedy z łatwością została złapana. Pamięta bardzo dokładnie uczucie palącego wręcz głodu, a później smak pierwszej krwi, którą wyssała do ostatniej kropli z ciała młodego chłopaka. Był może w jej wieku, a jego przestraszone spojrzenie prześladuje ją po dziś dzień. Pamięta, kiedy pojawił się on, który wyciągnął w jej stronę rękę i cierpliwie wszystko tłumaczył i uczył jak funkcjonować w nowym życiu.  Z czasem zaczęła nazywać go ojcem, a później skrzywdziła w najgorszy, możliwy sposób.


Nieprzerwanie od pół wieku jest najgorszą wersją siebie. Tą, którą ukrywała głęboko w sobie, spychając ją w głąb duszy. Czuje nieodpartą i niewyobrażalnie wielką chęć mordowania, więc robi to z uśmiechem na twarzy. Tam, gdzie się pojawi pozostawia po sobie zgliszcza.  Ma twarz anioła, ale duszę już dawno sprzedała diabłu. I wcale nie czuje się z tym źle. Wręcz przeciwnie, uwielbia spoglądać na przerażone twarze ofiar, kiedy te zdają sobie sprawę, że ostatnią rzeczą, którą zobaczą, jest złowieszczy uśmiech, który pojawia się n twarzy Hazel. 

Abbey Cowen na wizerunku, wyżej Hazel z brzydką duszą. Przyjmiemy wszystko, pandaczerwona0@gmail.com, gdyby ktoś chciał ustalić jakieś szczegóły. 

12 września 2023

I am right where you left me

Marina Sagecroft

Pamięta zapach wilgotnego mchu. Poranki, które razem z babką spędzały na zbiorach. Ich ręce ubrudzone ziemią. Bulgoczący w rogu pomieszczenia kociołek. Pamięta też piękne, czekoladowe oczy. Pocałunki skradzione pod osłoną nocy. Drżące ręce i szeptane obietnice.
Wspomnienia są jednak ułomne, zacierają się. Możliwe że powoduje to wywar, ten który wypija każdego wieczora, nieudolnie próbując zapaść w sen. Jeden z wielu, które nauczyła ją warzyć babka. Gdyby nie on pamiętałaby pewnie dokładnie każdą sekundę tego nieszczęsnego dnia. Teraz jednak pozostały jej jedynie przebłyski. Rozdzierający krzyk matki. Ślady krwi na podłodze. Przerażenie. Skrywanie się pod posadzką w rodzinnym schronie.

Marina jest ostatnią żyjącą potomkinią swojego rodu. Wymordowanego pewnej grudniowej nocy dziesięć lat wcześniej przez klan Łowców Czarownic. Z jej winy. Ponieważ była na tyle głupia, by zakochać się w jednym z nich. Młodym łowcy, który chciał stać się legendą. Jej jednej, z nieznanego powodu, darował jednak życie. Mieli wtedy po dziewiętnaście lat. Nie wiedział jednak, że chwytając ją brutalnie za nadgarstek i wrzucając do podziemnej kryjówki przypieczętował jej los. Jako jedyna magiczna istota w promieniu wielu kilometrów to właśnie ona przejęła znaczną część energii, uwolnionej tamtego dnia podczas masowego mordu czarownic. Głupi młodzieńcy nie wiedzieli, że odbierając im wszystkim życie odprawili wielki magiczny rytuał. Tak blisko zimowego przesilenia.


CZAROWNICA | 29 LAT | URODZONA 21 CZERWCA 1994 ROKU, W DZIEŃ LETNIEGO PRZESILENIA

Udało jej się uratować wiele z ksiąg i magicznych przedmiotów, które Sagecroftowie gromadzili przez lata. Trzyma je w małej leśnej chatce, która służy jej teraz za dom. Jest tam bieżąca woda i prąd, a sam domek znajduje się tak daleko cywilizacji, jak to tylko możliwe. Do życia wystarcza jej otaczający las, w którym krąży godzinami, i mały ogródek. Ziemia przywodzi tylko dobre wspomnienia.

Większość jej przychodu stanowią zlecenia od klientów, których potępiają sabaty. Mrocznych i wynaturzonych. Mariny to jednak nie obchodzi. Interesują ją jedynie sowite zapłaty. Zużywa energię swoich przodków, szumiącą jej w żyłach i skrzącą się tuż pod skórą, na to, by nie musieć się do nikogo zanadto zbliżać. To dlatego nie poszła nigdy na studia. Nie była w związku. Nie miała normalnej pracy, okazjonalnie dorabiając w lokalnej bibliotece, kiedy brakowało jej do rachunków.

Dzień mija za dniem, jednak dla niej zdaje się, że czas stanął w miejscu. Nadal wygląda jak ta przerażona dziewiętnastolatka, która skazała na rzeź całą swoją rodzinę. Już na zawsze zamrożona.



Witamy się pięknie ze wszystkimi!
niewidzialna.gaol@gmail.com 

There's someone in the mirror that you don't know.

PARK MIN-HO
I see the ashes falling out your window
UR. 01.11.1537r — WAMPIR PRZEMIENIONY W WIEKU 27 LAT — PO OKOŁO 200 LATACH EGZYSTENCJI ZACZĄŁ ŻYWIĆ SIĘ KRWIĄ ZWIERZĄT CO PRAKTYKUJE DO TEJ PORY (Z PRZERWAMI) — LEKARZ - SKOŃCZYŁ KILKA UNIWERSYTETÓW ROZSIANYCH NA CAŁYM ŚWIECIE — CZĘSTE PODRÓŻE I PRZEPROWADZKI — PRZYSTANEK W WOODWICK BY NA MOMENT UCIEC Z MIEJSKIEGO ZGIEŁKU — DOM NA OBRZEŻACH MIASTA, GRANICZĄCY Z LASEM — POWIĄZANIA

Wieczność była pojęciem względnym, czymś nieosiągalnym i bezwzględnym. Była innym wymiarem, tym co miał osiągnąć po śmierci wedle głoszonych prawd. I osiągnął, choć w nieoczekiwany sposób dalej stojąc pośród żywych - żywszych niż on sam. Śmierć była czymś oczywistym, prędzej czy później miała dosięgnąć każdego, ale nie spodziewał się, że ma ona kilka twarzy - wszystkie jednak okazały się równo przerażającym obliczem. Siła niegdyś była czysto fizyczna, określała ile warte były mięśnie, kości i ciało. Teraz opiera ją głównie na mocy swej powściągliwości, na silnej woli i umiejętnościach, które mogą ocalić życie. To niewinne, to które przed laty bezdusznie odbierał, jakby w ten sposób chciał upamiętnić wszystkie swoje ofiary, odkupić winy. Zwłaszcza jedną. Tą, która otworzyła mu szeroko oczy i zatrzymała bestię żądną krwi. Był nieistotną jednostką, jednym z wielu. Teraz jest świadkiem minionych lat, zbiorem spełnionych i niespełnionych marzeń, księgą pełną wspomnień. 


18 maja 2023

Breathe through me and calm the storm inside


Hold me below the covers and say
Tonight you'll let me be your hands
Asteria
Blackwood
ur. 20.06.1995 r., w Moskwie, z domu Dimitrescu —— tragicznie zmarła w wypadku samochodowym w 2016 roku w Woodwick —— wskrzeszona przez nekromantę, z którym związała się po dwóch latach —— ciało dziewiętnastoletniej dziewczyny —— umysł dwudziestoośmioletniej kobiety —— od pięciu lat mężatka —— mieszka wraz z mężem w wiekowej rezydencji Blackwoodów, wybudowanej blisko starego cmentarza —— patolożka i tanatokosmetyczka —— współwłaścicielka zakładu pogrzebowego Blackwood Funeral Home, który oprócz świadczenia profesjonalnych, wysokiej jakości usług pogrzebowych skierowanych do wszystkich mieszkańców Woodwick, zajmuje się również sekcją zwłok —— początkująca nekromantka —— powiązania
I can be the dark, you can look right through me
In a flash of love, we are just one body

Nie ma w niej niczego, co dałoby się określić w kilku prostych słowach, bo kryje w sobie tak wiele.
I żyje życiem, które wydaje się nie należeć do niej. Zupełnie jakby przechytrzyła śmierć, ale upaja się snem, pięknym snem, wierzgając swoją brudną duszą i dysząc, chcąc spełnić splamione krwią oczekiwania – myślenie o byciu martwym, szept za szeptem, krok za krokiem i przecinanie sznureczków. Małe, białe, rozbite kolana; sczerniały szkielet; przecięta nić, zaledwie niteczka.

I ona, wyłowiona przez męskie, szorstkie ręce ze Styksu. Wyciągnięta z Hadesu nie poprzez śpiew Orfeusza, a rozkaz stwórcy. Ten nie obawiał się odwrócić ani jej stracić. Nie potrzebował harfy ani łez, nie potrzebował kajać się i płakać – zażądał, więc się pojawiła.

Pachnie słodko-cierpkim granatem, astrem — wonią pożegnania lata i melancholii — a także kuszącą, mocno kwiatową czarną orchideą z lekko pikantną smużką.
Ma wiecznie zimne, delikatne dłonie, o idealnie spiłowanych paznokciach, zawsze pociągniętych krwistoczerwonym lakierem. Przy jednym z palców widnieje obrączka – symbol przynależności do męża, stwórcy i mistrza – którą ściąga jedynie do pracy.
Wybiera miękkie, ładne ubrania, przylegające do skóry – idealnie dopasowane, wyprasowane z diabelską perfekcją. Kołnierzyk sięga do szyi, gardząc dekoltem. Materiał zasłania każdy ze ślicznych obojczyków; zasłania też rozległą bliznę po sekcji zwłok.

Nie ma jej i jest, oddycha, dławiając się, i znów umiera, rodząc się. Nieprzerwany krąg i ona, wypchnięta z niego, usycha, wciąż będąc jednak żywa.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: India Eisley
W tytule: Clann – I Hold You, w samej karcie: Kat Cunning – King of Shadow.
Cześć! Asteria pojawiła się nagle, wyłaniając się z jakiegoś przypływu weny... więc tak, poznajcie moją kolejną dziewczynkę. Podziękowania ślę też do Demon Laplace’a, bez której Aria by się nie pojawiła ❤
Co do wątków: szukamy wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne. Może też kogoś, kto znał ją przed jej śmiercią i kogoś, kto mógłby podejrzewać, że Asteria jest trupem :>
► vicious1411@gmail.com

2 maja 2023

Sarpa Satra

Shankar Mohan Roy
Właściwie Shankar Ananta Jaratkāru Mohan Roy z klanu Takshaka, plemię Airāvata — Ichchadhari Naag — Wiek nieznany — W Woodwick od 1819 roku jako sługa Sabatu Redwyne — Od 1950 roku w pełni niezależny od Sabatu — Dom nad jeziorem, z dala od sąsiadów — Od prawie 20 lat właściciel KUNDALINI niewielkiego centrum Ajurwedy ciezącego sie wśród mieszkańców wielką popularnością ze względu na wyjątkową ofertę — Uzdrowiciel, znachor, zaklinacz — Astrolog amator — Jogin — Podobno uzdolniony hipnotyzer — Odludek i ekscentryk — Lokalny eko-świr i samozwańczy ekologiczny guru
Po ponad dwustu latach w tym małym zakątku świata, wciąż w pełni nie przywykł do tego miejsca. Tak innego, tak bardzo odległego, od ojczyzny, którą zostawił za sobą wraz ze wszystkimi wspomnieniami i wszystkim co było mu drogie. Wciąż to miejsce wydaje mu się obce i zimne. Przenikliwy lodowaty chłód, surowa, choć piękna w swoim mglistym zimnie natura i tajemnicze istoty tak inne od tych, które dobrze znał. Inne zwyczaje i język, tak odmienny od prostej i naturalnej mowy węży. Ogrom bolesnych wspomnień, jakie łączą się z tym miejscem już od chwili, gdy został tu sprowadzony wbrew swojej woli.

I choć nie wybrał dla siebie tego życia, nie potrafi się od niego uwolnić. Nawet, gdy odzyskał wolność, wciąż czuje się przywiązany do tego miejsca. Przez tajemniczą energię, pierwotną moc, jaką emanuje to miejsce. Przez własną tajemnicę z przeszłości, która przywiązała go do tego miejsca, niczym mistyczne rytuały przywiązujące duszę do świata żywych. Przez własne uczucia, które wikłają go w spiralę wiecznie niedokończonych spraw ciągnącą się całymi latami.

Po ponad dwustu latach nauczył się w końcu jakoś funkcjonować w tym zimnym, obcym świecie. Niczym woda potrafiąca powoli kruszyć skały, niczym rzeka znajdująca drogę pomiędzy przeszkodami wijąc się przy tym jak wąż. Nosi w sobie tajemnice przyszłości i strzeże tajemnic, które wciąż są ledwie odległymi planami na przyszłość. Żyje po swojemu, na uboczu świata, który nigdy nie będzie w pełni jego światem.

Szuka równowagi pomiędzy ciągnącą go w przepaść przeszłością, a próbą budowania przyszłości. Zanurza się we wspomnieniach i sekretach. W ciszy i z dala od wzroku innych kreśli przepełnione mocą symbole. Poszukuje odpowiedzi w gwiazdach na nocnym niebie i ich odbiciu w tafli wody. Chadza własnymi drogami słuchając mądrości węży i wciąż usilnie wmawia sobie, że robi to wszystko z własnej woli.

Po ponad dwustu latach powoli zaczyna nazywać Woodwick domem, choć w duszy wciąż nazywa je więzieniem, z którego wciąż nie potrafi – a może wcale nie chce? – uciec.
ODAUTORSKO:
Trochę się stęskniłem za pisaniem, więc witam się i mam nadzieję, że znajdzie się tu miejsce dla mnie i Shankara. Wizerunku użycza Angad Hasija, źródłem wiedzy o naagach były indyjskie eposy i legendy. Specjalne podziękowania dla befci za świetne powiązanie i rozwijanie XIX-wiecznej historii Sabatu Redwyne. Przygarnę wszelkie wątki i powiązania. Kontakt: intelektualnyplankton@gmail.com

12 kwietnia 2023

If clarity's in death, then why won't this die?

Biała Dama • Edwina Redwyne • czarownica • duch • 1808—1830 •

Nie chciała, aby cierpieli z jej powodu, dopóki rozczarowująco szybko się z tym pogodzili. Patrzyła, jak stawiali jej pomnik i wspominali jej imię coraz mniej i mniej z upływem czasu. Patrzyła, jak wszyscy, których kochała, odchodzili jeden po drugim, aż umarła ostatnia osoba, która kiedykolwiek ją znała. Wkrótce nie było nikogo, kto by o niej pamiętał. Patrzyła, jak wszystko wokół niej się zmienia, podczas gdy ona utknęła w miejscu. Na tyle długo, aż przestała być sobą. Edwina Redwyne umarła więcej niż raz. Była portretem w zakurzonym korytarzu, atramentem na pożółkłym pergaminie, datą wykutą w omszałym kamieniu. Była Białą Damą.

Mówią, że nikomu nie odpowiada, że jej szloch miesza się z szelestem liści, że fale niosą jej krzyk. Mówią, że widywana jest w oknach rezydencji Redwyne, że przemyka między światłem ulicznych latarni, że błąka się po klifach. Mówią, że była wielką dziedziczką, prostą służką, uliczną dziwką. Mówią, że zabójcą był jej narzeczony, mąż, kochanek. Mówią, że zrobił to z zazdrości, chciwości, ze zwykłego szaleństwa. Mówią, że kolor jej włosów jest rdzawy w miejscu, w którym uderzyło ostrze siekiery, że rozcięcie na jej szyi wygląda jak rubinowa kolia, że ostrze noża nadal tkwi w jej brzuchu, choć metaforycznie raczej w plecach. Jedno w tych historiach jest pewne. Krew. Krew zawsze jest w nich obecna.

Pamięta ją lepką i ciepłą na dłoniach, które wcześniej gładziły jej twarz z czułością. Pamięta ostatatnie spojrzenie w oczy, które wcześniej patrzyły na nią z adoracją. Pamięta ostatnie słowa wypowiedziane głosem, który wcześniej obiecywał jej wszystko. Wierzyła, że byłby w stanie jej to dać, zanim wszystko jej odebrał.


// Najbardziej nawiedzała chyba mnie, dlatego też w końcu tu jest. Ogłoszenie matrymonialne: ofiara szuka zabójcy :) Marzy nam się, aby nasz pan wciąż chodził po świecie, ze względu na przedawnienie sprawy koniecznie długowieczny. Chętnie też przyjmiemy potomków rodu Redwyne, przyjaciół (lub wrogów) z XIX wieku, a poza tym w ofercie wszelkiego rodzaju nawiedzenia i inne straszenia.
©NC

7 kwietnia 2023

I'm a bad liar...

Felix O'Connor | 18 lat | czarownik (medium) | uczeń | pracuje w kawiarni na pół etatu


Woodwick. To tu się urodził i tu żyje. Można rzec, że należy do tych miejscowych, którzy znają każdy kąt i każdego sąsiada. Nie wyobraża sobie życia poza tym miasteczkiem, mimo że nie zawsze jest tu kolorowo.

Dom Felixa nie można nazwać przytulnym gniazdkiem. Bliżej mu do rudery. Zaniedbany przez czas i brak funduszy na naprawę. Chłopak nie jest jednak sam. Jego mała rodzina składa się z młodszej dwa lata siostry – Katherine oraz ojca, który niegdyś zajmował całkiem niezłą posadkę jako stróż prawa, ale dzisiaj znany jest jedynie z przepijania każdego złamanego funta oraz swoich pijackich, często agresywnych wyskoków w stosunku do własnych dzieci.

Często więc można spotkać młodego O’Connora z rozwaloną wargą, czy niedbale przewiązanym bandażem na zwichniętym nadgarstku. Chłopak jednak nie należy do ponuraków. Łapie od życia to co tylko może. Żeby wspomóc rodzinę, przyjął posadę w miejscowej kawiarni, gdzie dorabia do rachunków. Jednocześnie dalej uczęszcza do szkoły, pragnąc chociaż zakończyć ten etap swej edukacji. Nie wróży sobie świetlanej przyszłości na tym polu, ale swą siostrę uwielbia. Pragnie dla niej wszystkiego co najlepsze. Często broni jej kosztem swojego własnego dobra.

Nie potrafi też przejść obojętnie obok krzywdy. Nie ważne czy to cierpiące zwierzę czy człowiek, wampir czy inna istota. Prędzej sam z głodu zejdzie niż pozwoli na to komukolwiek innemu. Na dodatek od pewnego czasu zmaga się z dziwną przypadłością. Widzi tych, którzy dawno odeszli. Potrafi się z nimi porozumieć, a to co nieco go przeraża. Stara się nie pokazywać swych własnych umiejętności, bo przecież jego ojciec czy siostra nie posiadają potencjału magicznego, a matka? Matki nigdy nie poznał. Podobno odeszła od nich, gdy miał niecałe 5 lat. Felix był zbyt młody, aby móc ją dobrze zapamiętać. Jedyne co ojciec mu kiedykolwiek o niej opowiedział to fakt, że posiadała taką samą burzę loków jak i on sam. 

Felix w gruncie rzeczy jest zwykłym nastolatkiem, powoli wchodzącym w dorosłe życie. Uwielbia Imagine Dragons, Coldplay oraz Guns'N'Roses. Czyta fantastykę i kocha gorącą czekoladę (najlepiej taką z piankami w środku). W szkole uczy się znośnie - choć do orłów nie należy. Używki? No jasne! Papierosy to jego zmora, ale do alkoholu jest uprzedzony. 

 >.<

Krótko, zwięźle i na temat ode mnie. Nigdy nie byłem dobry w pisaniu kart postaci... 

Na zdjęciu jest - Timofei Rudenko

Na wszystkie wątki jesteśmy chętni, a gdyby ktoś chciał się skontaktować to zapraszam tu : btc.natsu@gmail.com 

19 lutego 2023

your lips are poison



Corvus Morad
28 lat | Kair | czarownik | Bractwo Łowców | alchemik
   — Masz to? — Warren zapytał niecierpliwie, układając łokcie na blacie klejącego się, barowego stolika. Mężczyzna niemalże w każdym aspekcie odpowiadał obrazowi stereotypowego łowcy, który kreował się w umyśle Corvusa. Kruczoczarne, proste włosy, przeplecione pojedynczymi, srebrnymi pasmami. Gęsta broda, na której wyraźnie odznaczała się łysa blizna ciągnąca się w dół szyi. Przepigmentowane poliki i popękana, sucha skóra, od wiecznej ekspozycji na słońce. Już do wejścia onieśmielał samą tężyzną, a każdy z tych szczegółów, które chłopak drobiazgowo analizował, zdradzał jeszcze więcej na temat wieloletniego doświadczenia mężczyzny. Obym tego nie pożałował...
Corvus wyciągnął z torby skórzane zawiniątko i ostrożnie odpakował je na środku stolika. 
    — Szkło? Jaja sobie ze mnie robisz, gówniarzu? 
  — Jest znacznie wytrzymalszy niż się wydaje. Możesz mi zaufać. — wytłumaczył ze spokojem chłopak splatając dłonie pod podbródkiem. — Rdzeń wciąż jest ze srebra, ale szkło zostało odpowiednio zaklęte. Nie wiem, co musiałbyś z tym zrobić, żeby pękło. 
   — Z wami, wiedźmami, to nigdy nie wiadomo... — mruknął nieco naburmuszony Warren, jednak sięgnął ręką po prezentowany sztylet. Chłopak zdołał go uprzedzić, na powrót zasłaniając ostrze materiałem. 
   — Umawialiśmy się... — Upomniał łowcę, wciąż trzymając dłoń na stole. Jeden kryształów w pierścieniu na jego dłoni zalśnił ostrzegawczo.
   — Niech ci będzie... — Łowca sięgnął za pazuchę skórzanej kurtki, by wręczyć Corvusowi plik złożonych kartek. — Tylko tyle udało mi się znaleźć na temat twojego tajemniczego potwora. Sam czegoś takiego w życiu nie widziałem, ale doświadczenie podpowiada mi, że rozsądniej było by to zostawić w spokoju. Wampiry, tak. Czasem może i bawią się jedzeniem parę dni, ale w tym przypadku... Nie marnuj życia w pogoni za duchami, dzieciaku. 
   — Dziękuję za radę, ale sam o tym zdecyduję. — mruknął obojętnie Corvus, skupiony już jedynie na wręczonych kopiach raportu. Przysunął dłonią zawinięte ostrze w stronę Warrena, uważnie śledząc wzrokiem kolejne linijki zapisków, które zapewne okażą się równie niepomocne, co większość ksiąg w rodzinnej bibliotece. 
   — Rób co uważasz, ale ile ty masz właściwie lat? Siedemnaście? — Łowca obrócił sztylet w palach. Sprawdził jeszcze jak rękojeść leżała w dłoni, by w końcu uderzyć z impetem w granitowy stolik. Słysząc ciche pęknięcie, gotów był otworzyć usta, by zażądać reklamacji, jednak jedno spojrzenie wystarczyło, by zauważyć, że nawet czubek ostrza pozostał nienaruszony. Przesunął stwardniałymi opuszkami palców po blacie, wyczuwając wyraźny ubytek. — A niech mnie... Wiesz, gdybyś był kiedyś w Londynie, daj znać. Może uda nam się jeszcze jakoś dogadać. Wnioskując po akcencie i tak chyba jesteś daleko od domu, co? 
Corvus westchnął ciężko odkładając kartki na blat zrezygnowany. Mimo że łowca wywiązał się z umowy, to otrzymane zapiski nie wnosiły prawie nic do jego sprawy. Zaklął cicho pod nosem i przesunął palcami po podbródku podnosząc wzrok na Warrena.
   — Znajdę tam coś bardziej przydatnego?  
—Hakrabi

bużki użycza tamino amir. szukamy różności, na razie limit 1/3
dc: Tonksia#7752

18 lutego 2023

"Better to burn than to rot.” — Paul Russell

Seline Dwight

20 lat ciała i dziesięciokrotność tego w duszy ♦ syrena ♦ domek przy samych klifach ♦ barmanka w barze Phoenix


    A kiedy już pozwoliła mi się zbliżyć, po czwartej dolewce piwa, dostrzegłem w jej oczach w kolorze dna oceanu smutek i tęsknotę. Nie było żywych iskierek, które świadczyłyby o młodzieńczej wesołości i chęci do życia, czy chęci na mnie, których szukałem i które zwykle w niej widziałem, bo przychodziłem oglądać ją tu co wieczór. Nie było w jej spojrzeniu psotnego błysku, którym mnie i cały bar zaskakiwała równie mocno, jak wtedy gdy zaczynała nam nagle śpiewać, a potem wybuchała spontanicznym śmiechem, kiedy jak idioci nie wiedzieliśmy co się dzieje. Oparłem dłonie o blat lady i pochyliłem się, wpatrując w jej oczy zdumiony i zdruzgotany, bo nie było tam tej radości, którą emanowała, gdy tańczyła w deszczu na środku ulicy, czy kiedy śpiewem przy zakupach w markecie spacerując między alejami z produktami do spożycia dla dorosłych, kusiła klientów, aby szli za nią. Zobaczyłem strach, którego nigdy w niej nie dostrzegałem, bo umiała go aż za dobrze ukrywać. Nie było butności, zadziory i charakteru, aż uderzyło to we mnie z zaskakującą siłą, zmuszając do postawienia kroku w tył. Wyprostowałem się, odstawiając kufel i aż zamrugałem z niedowierzaniem. Stała przede mną, ale taka bezbronna... Zabrakło dziewczyny, która chciała zawojować świat, która była dziarska i dzielna i która śpiewała zawsze wtedy, gdy nadciągały kłopoty i nagle wszyscy się uspokajali, a ona mogła polewać piwo dalej.
    Spuściła wzrok nieśmiało i widziałem, że jest skrępowana, zawstydzona a usta jej drżą, podobnie jak dłonie, które próbowała ukryć, chowając je za siebie, ale chyba nie wstydziła się brudu z baru pod paznokciami. Wokół było głośno, ale ludzie nie zwracali na nas uwagi, nikt jej jeszcze nie wołał po dolewkę, a ona stała, niewinnie się we mnie wpatrując. Była wystraszona, a może nawet zła, bo dostrzegłem coś, czego nie chciała nikomu pokazywać. Nie było w niej w tym momencie ani grama uśmiechu, ani krztyny wesołej energii, jaką zarażała zwykle ludzi wokoło, zmuszając do myślenia, sięgnięcia głową poza szablon. Ten szary t-shirt, który nosiła każdego dnia pod ogrodniczkami, wydawał się jeszcze bardziej ciągnął ją do ziemi, a kiedy poprawiła koszulkę na dekolcie, dostrzegłem, że pod spodem ma wisiorek z jasnym, błyszczącym oczkiem, który chowa tak samo starannie jak to, co drzemie jej w duszy.
    Zacisnęła usta i obróciła się bokiem, jakby gotowała się do ucieczki, lecz wciąż stała tuż obok. Ramiona miała opuszczone i drżące, ruchy niepewne, była wystraszona. Sięgnęła pod ladę, zgarniając ścierkę, aby jeszcze raz przetrzeć i tak już wypolerowany bar i spojrzała na mnie znowu. Walcząc z sobą, ukazując wahanie, udowodniła że jeszcze nie zapadła na dobre w otchłań. Walczyła, choć skoro była tu, a nie po drugiej stronie klifów, coś ją tu trzymało. I kiedy znów obróciła się ku mnie, w jej oczach pojawiły się łzy, ale nie poczułem skruchy, żalu, ani smutku.
- Noszę dużo więcej blizn niż te, które widziałeś. Też byłam kiedyś zakochana – powiedziała, a ja nie mogłem zrobić nic więcej, jak tylko ze zrozumieniem pokiwać głową. Dumny, że została wśród ludzi i udowodniła, że nie zniknęła w tej ciemności, która pochłonęła ją na wiele lat.
     A potem zaczeła śpiewać i poczułem, jak się uspokajam. I zapominam o wszystkim, co zobaczyłem, co pomyślałem. Poczułem przyjemną morską bryzę na twarzy, a w uszach zaczeło mi szumieć zupełnie tak, jakbym był nad brzegiem oceanu... Jej drobna sylwetka na moment uniosła się, gdy podparła się o barową ladę i pochyliła ku mnie, by złożyć na ustach lekki słony pocałunek, a potem zaraz opadła, gdy z jej ust wyrwało się westchnienie ulgi. Miałem wrażenie, że znalazłem się w morskiej toni, a ona płynie ku mnie na wzburzonych falach. Nie była już sama, czuła to, lecz wciąż walczyła z bólem i koszmarami, z bezsennością i starym nawykiem ciągłego bania się. Odzyskała wolność, lecz wciąż nie była w stanie przejść z tym do porządku dziennego, potrzebowała czasu. Ale były momenty, gdy obserwując ją z boku dostrzegałem, jak policzki jej różowieją, usta rozciąga delikatny uśmiech, a w oczach pojawia się blask i nawet jeśli trwało to wszystko tylko chwilę, mieliśmy czas, aby na powrót jej życie nabrało wyrazistych kolorów. Byłem tu i teraz nie miałem zamiaru jej opuszczać.





szablon karty zawdzięczam character-image

cześć, serdecznie zapraszam do wątków i powiązań! oddamy złotą łuskę za kogoś do kochania, srebrną za kogoś do przytulania i pół wyschniętej za kogoś, kto nam każe uciekać! :) buzia - Riley Rassmusen

4 grudnia 2022

feel your heart-beat in my soul
our futures bound, our bodies know

CONVALLIANA DIGGES
utrzymuje wygląd dwudziestoośmiolatki —— sukkub —— w Woodwick od trzech lat —— właścicielka Desiderium: perfumerii i sklepu ezoterycznego —— perfumiarka, której perfumy cieszą się ogromną popularnością wśród miejscowych —— hobbistycznie tarocistka —— mieszka przy jeziorze w małym, drewnianym domku z czerwonym dachem, z przydomowym ogródkiem i garażem, w którym stoi czarny pick-up —— powiązania —— dodatkowe: 1 —— poprzednie KP: 1, 2, 3
Idealnie pasuje do ról i przebrań, uśmiechów i podniesionych podbródków. Obserwuje wszystko czujnym, głębokim spojrzeniem, mruży oczy i zdaje sobie sprawę z tego, że tonie; tonie w koronkach, biżuterii i szeptach; tonie w oczekiwaniach, krzykach i potrzebach. Tonie w męskich dłoniach; tonie w zakończonych opowieściach i obietnicach.

Doskonale wie, że nie każdy jest gotów ponieść konsekwencje swoich słów, czynów i gestów, ale gdy próbuje się odsunąć, dłonie szorstkie, miękkie, uwielbiające jej ciało, sięgające po to, co grzeszne, przyciągają ją bliżej.

Wydaje mi się, że mógłbyś kochać mnie do śmierci...

Otula, woła imię i zmienia się pod wpływem rąk, pocałunków – krzyk to za mało. Czule dotyka blizn, spija całą niepewność i strach, będąc cichym zefirkiem, miękkim mrokiem, diabelską pokusą.

Wszystko, co o mnie wiesz, to tylko Twoje wyobrażenia: moje czarne włosy i zielone oczy. Moje ubrania, koronkowa bielizna. To, co widzisz, to też jedynie Twoje wyobrażenia o mnie.

Ze wszystkich snów ucieka nad ranem – zostawia po sobie zapach słodkiej wanilii, cierpkiego agrestu i aromatycznego cynamonu. Zostawia po sobie tęsknotę, niemy stos słów i kłujący obraz tego, co skończyło się wraz z nocą.

Bliżej jej jednak do strzaskanego szkła niż nieskazitelnej tafli – naznaczona własność, w której należy upatrywać posłuszeństwa; szatańskie wersety szeptane w ciemnościach, anielskość delikatnych, krwistych ust i spojrzenie rozżarzonych tęczówek, w których odbija się zniekształcony obraz zwiędłych potrzeb.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: @h.oberlin, w tytule: Baldur's Gate 3 – I Want To Live
Cześć! Convallia to przebrzydła manipulatorka, która zawsze dostaje to, czego chce – ma swoje sposoby. Nie jest jednak postacią czarno-białą: wpada raczej w wiele odcieni szarości, które postaramy się odkryć w wątkach. :D
Szukamy wrogów i przyjaciół, a także wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne.
► vicious1411@gmail.com

'Cause all I want is to be loved
And all I care about is you

CONVALLIANA DIGGES
utrzymuje wygląd dwudziestoośmiolatki —— sukkub —— w Woodwick od trzech lat —— właścicielka Desiderium: perfumerii i sklepu ezoterycznego —— perfumiarka, której perfumy cieszą się ogromną popularnością wśród miejscowych —— hobbistycznie tarocistka —— mieszka przy jeziorze w małym, drewnianym domku z czerwonym dachem, z przydomowym ogródkiem i garażem, w którym stoi czarny pick-up —— powiązania —— dodatkowe: 1 —— poprzednie KP: 1, 2
Idealnie pasuje do ról i przebrań, uśmiechów i podniesionych podbródków. Obserwuje wszystko czujnym, głębokim spojrzeniem, mruży oczy i zdaje sobie sprawę z tego, że tonie; tonie w koronkach, biżuterii i szeptach; tonie w oczekiwaniach, krzykach i potrzebach. Tonie w męskich dłoniach; tonie w zakończonych opowieściach i obietnicach.

Doskonale wie, że nie każdy jest gotów ponieść konsekwencje swoich słów, czynów i gestów, ale gdy próbuje się odsunąć, dłonie szorstkie, miękkie, uwielbiające jej ciało, sięgające po to, co grzeszne, przyciągają ją bliżej.

Wydaje mi się, że mógłbyś kochać mnie do śmierci...

Otula, woła imię i zmienia się pod wpływem rąk, pocałunków – krzyk to za mało. Czule dotyka blizn, spija całą niepewność i strach, będąc cichym zefirkiem, miękkim mrokiem, diabelską pokusą.

Wszystko, co o mnie wiesz, to tylko Twoje wyobrażenia: moje czarne włosy i zielone oczy. Moje ubrania, koronkowa bielizna. To, co widzisz, to też jedynie Twoje wyobrażenia o mnie.

Ze wszystkich snów ucieka nad ranem – zostawia po sobie zapach słodkiej wanilii, cierpkiego agrestu i aromatycznego cynamonu. Zostawia po sobie tęsknotę, niemy stos słów i kłujący obraz tego, co skończyło się wraz z nocą.

Bliżej jej jednak do strzaskanego szkła niż nieskazitelnej tafli – naznaczona własność, w której należy upatrywać posłuszeństwa; szatańskie wersety szeptane w ciemnościach, anielskość delikatnych, krwistych ust i spojrzenie rozżarzonych tęczówek, w których odbija się zniekształcony obraz zwiędłych potrzeb.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: @h.oberlin
Cześć! Convallia to przebrzydła manipulatorka, która zawsze dostaje to, czego chce – ma swoje sposoby. Nie jest jednak postacią czarno-białą: wpada raczej w wiele odcieni szarości, które postaramy się odkryć w wątkach. :D
Szukamy wrogów i przyjaciół, a także wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne.
► vicious1411@gmail.com

Save your prayers and take my hand

CONVALLIANA DIGGES
utrzymuje wygląd dwudziestoośmiolatki —— sukkub —— w Woodwick od trzech lat —— właścicielka Desiderium: perfumerii i sklepu ezoterycznego —— perfumiarka, której perfumy cieszą się ogromną popularnością wśród miejscowych —— hobbistycznie tarocistka —— mieszka przy jeziorze w małym, drewnianym domku z czerwonym dachem, z przydomowym ogródkiem i garażem, w którym stoi czarny pick-up —— powiązania —— dodatkowe: 1 —— poprzednie KP: 1
Idealnie pasuje do ról i przebrań, uśmiechów i podniesionych podbródków. Obserwuje wszystko czujnym, głębokim spojrzeniem, mruży oczy i zdaje sobie sprawę z tego, że tonie; tonie w koronkach, biżuterii i szeptach; tonie w oczekiwaniach, krzykach i potrzebach. Tonie w męskich dłoniach; tonie w zakończonych opowieściach i obietnicach.

Doskonale wie, że nie każdy jest gotów ponieść konsekwencje swoich słów, czynów i gestów, ale gdy próbuje się odsunąć, dłonie szorstkie, miękkie, uwielbiające jej ciało, sięgające po to, co grzeszne, przyciągają ją bliżej.

Wydaje mi się, że mógłbyś kochać mnie do śmierci...

Otula, woła imię i zmienia się pod wpływem rąk, pocałunków – krzyk to za mało. Czule dotyka blizn, spija całą niepewność i strach, będąc cichym zefirkiem, miękkim mrokiem, diabelską pokusą.

Wszystko, co o mnie wiesz, to tylko Twoje wyobrażenia: moje czarne włosy i zielone oczy. Moje ubrania, koronkowa bielizna. To, co widzisz, to też jedynie Twoje wyobrażenia o mnie.

Ze wszystkich snów ucieka nad ranem – zostawia po sobie zapach słodkiej wanilii, cierpkiego agrestu i aromatycznego cynamonu. Zostawia po sobie tęsknotę, niemy stos słów i kłujący obraz tego, co skończyło się wraz z nocą.

Bliżej jej jednak do strzaskanego szkła niż nieskazitelnej tafli – naznaczona własność, w której należy upatrywać posłuszeństwa; szatańskie wersety szeptane w ciemnościach, anielskość delikatnych, krwistych ust i spojrzenie rozżarzonych tęczówek, w których odbija się zniekształcony obraz zwiędłych potrzeb.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: @h.oberlin
Cześć! Convallia to przebrzydła manipulatorka, która zawsze dostaje to, czego chce – ma swoje sposoby. Nie jest jednak postacią czarno-białą: wpada raczej w wiele odcieni szarości, które postaramy się odkryć w wątkach. :D
Szukamy wrogów i przyjaciół, a także wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne.
► vicious1411@gmail.com

Jeśli jesteś gotów, powiedz tak

CONVALLIANA DIGGES
utrzymuje wygląd dwudziestoośmiolatki —— sukkub —— w Woodwick od trzech lat —— właścicielka Desiderium: perfumerii i sklepu ezoterycznego —— perfumiarka, której perfumy cieszą się ogromną popularnością wśród miejscowych —— hobbistycznie tarocistka —— mieszka przy jeziorze w małym, drewnianym domku z czerwonym dachem, z przydomowym ogródkiem i garażem, w którym stoi czarny pick-up —— powiązania —— dodatkowe: 1
Idealnie pasuje do ról i przebrań, uśmiechów i podniesionych podbródków. Obserwuje wszystko czujnym, głębokim spojrzeniem, mruży oczy i zdaje sobie sprawę z tego, że tonie; tonie w koronkach, biżuterii i szeptach; tonie w oczekiwaniach, krzykach i potrzebach. Tonie w męskich dłoniach; tonie w zakończonych opowieściach i obietnicach.

Doskonale wie, że nie każdy jest gotów ponieść konsekwencje swoich słów, czynów i gestów, ale gdy próbuje się odsunąć, dłonie szorstkie, miękkie, uwielbiające jej ciało, sięgające po to, co grzeszne, przyciągają ją bliżej.

Wydaje mi się, że mógłbyś kochać mnie do śmierci...

Otula, woła imię i zmienia się pod wpływem rąk, pocałunków – krzyk to za mało. Czule dotyka blizn, spija całą niepewność i strach, będąc cichym zefirkiem, miękkim mrokiem, diabelską pokusą.

Wszystko, co o mnie wiesz, to tylko Twoje wyobrażenia: moje czarne włosy i zielone oczy. Moje ubrania, koronkowa bielizna. To, co widzisz, to też jedynie Twoje wyobrażenia o mnie.

Ze wszystkich snów ucieka nad ranem – zostawia po sobie zapach słodkiej wanilii, cierpkiego agrestu i aromatycznego cynamonu. Zostawia po sobie tęsknotę, niemy stos słów i kłujący obraz tego, co skończyło się wraz z nocą.

Bliżej jej jednak do strzaskanego szkła niż nieskazitelnej tafli – naznaczona własność, w której należy upatrywać posłuszeństwa; szatańskie wersety szeptane w ciemnościach, anielskość delikatnych, krwistych ust i spojrzenie rozżarzonych tęczówek, w których odbija się zniekształcony obraz zwiędłych potrzeb.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: @h.oberlin
Cześć! Convallia to przebrzydła manipulatorka, która zawsze dostaje to, czego chce – ma swoje sposoby. Nie jest jednak postacią czarno-białą: wpada raczej w wiele odcieni szarości, które postaramy się odkryć w wątkach. :D
Co do wątków: szukamy kogoś, kto będzie pracował w Desiderium; kogoś, kto doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kim jest Convalliana; wrogów, a także wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne.
► vicious1411@gmail.com

3 grudnia 2022

The head is too wise. The heart is all fire.

Ronan Whitley
Niektóre dzieci wyrastają ze swojej bujnej wyobraźni krótko po tym, jak dowiadują się prawdy o Świętym Mikołaju. Bo skoro w najbardziej magicznym okresie w roku nie ma tak naprawdę nic magicznego, to dlaczego potwory pod ich łóżkami miałyby być prawdziwe?

    Jeśli jednak zdarzy się tak, że i z tego nie wyrosną, to stają się tym dziwnym kolesiem w szkole średniej, który dryfuje między rolą nerda a stonera. Nie jest do końca wyrzutkiem, bo ma przyjaciół, w większości po prostu równie szurniętych, co on; pali skręty w toalecie, ale ma też ponadprzeciętne wyniki w nauce. A kiedy beztroskie nastoletnie lata mijają, wszyscy oczekują, że ta jego faza również minie, teraz kiedy zaczął poważne studia i ma ambitne plany na przyszłość. Ale on nie chce udawadniać korupcji w parlamencie, ani demaskować prawdziwego oblicza rodziny królewskiej, już dość durniów próbuje tego każdego dnia.

    Zostaje więc ze swoimi wielkimi marzeniami w małym mieście i gdy ktoś o to pyta, to po prostu chce być blisko rodziny. Są… w porządku… w kontrolowanych ilościach, dlatego wynajmuje kawalerkę na poddaszu, za którą czynsz opłaca ze swojej posadki w lokalnym dzienniku. Na resztę zdecydowanie przydają się te dodatkowe zmiany w sklepie muzycznym, w którym dorabiał sobie jeszcze w czasach licealnych. W gazecie pisze o remontach dróg z dotacji od tego samego rządu, który na następnej stronie niszczy okoliczne rezerwaty.

    Po całym dniu pracy czystym urokiem osobistym toruje sobie wejście do archiwów biblioteki uniwersyteckiej, gdzie mimo lat tej samej rutyny wciąż znajduje nowe źródła. Kupuje sobie tym czas, aż na zewnątrz na dobre zapadnie noc, bo to pod osłoną ciemności na powierzchnię wychodzą największe sekrety tego miasta oraz jego najlepsze pomysły. Z plecakiem na ramieniu nieodmiennie wyposażonym w poturbowany aparat fotograficzny, teczkę akt policyjnych, do których zdecydowanie nie powinien mieć dostępu oraz miernik EMF. Z szyi zwisa mu łańcuszek ze srebrnym krzyżykiem, będący sentymentalnym symbolem czegoś, w co nie wierzy, a co według niektórych byłoby pewnie najmniej absurdalną z rzeczy, których poszukuje. Wracając do domu, gubi się gdzieś w okolicach zabytkowej przystani, skraca sobie trasę przez najstarszy cmentarz w okolicy, który zupełnie mu nie po drodze, a już zupełnie przypadkowo trafia do jednego z opuszczonych budynków na skraju miasta. Wielu wierzy i czeka całe życie, aby zobaczyć. On widział. Wiele razy. Jednak mimo głębokiej wiary, czegoś co ludzie nazwaliby obsesją lub szaleństwem, kapka sceptycyzmu wciąż każe mu szukać.

— 01.02.1997 — od zawsze i na zawsze w Woodwick — człowiek — ukończone studia dziennikarskie — krytyczny fan teorii spiskowych — reporter śledczy z głowy — badacz zjawisk paranormalnych z serca — dziennikarz w Woodwick Herald — sprzedawca w sklepie muzycznym

Kartę sponsurują Maggie Stiefvater z The Raven King oraz Colton Ryan. Czy ktoś w tym chaosie potrzebuje zupełnie normalnego chłopca o zupełnie nienormalnych zainteresowaniach? Podobno, kto szuka, ten znajdzie...
✉️ bethgansey@gmail.com

Low life for life 'cause I'm heartless



Elaine Allarion
czarownica | 25 lat | sabat Allarion | medycyna | dom
Co stało się wtedy w lesie? Elle, powiedz w końcu prawdę. 
Nie pamiętam. Przysięgam. 
    Wtedy jeszcze mówiła prawdę. Dziecięcy umysł na lata ukrył przed nią samą wspominania tamtej nocy, gdy razem z Edith wyruszyły do Starego Gaju. Wraz ze świtem wróciła tylko jedna z nich. Ledwie. Wtedy po raz pierwszy usłyszała plotkę, która wrzała wśród czarownic jeszcze przed jej narodzinami. O tym, w jakich kręgach obracała się jej matka podczas swoich podróży i o tym, jak w sześć miesięcy po jej nagłym powrocie do rodzinnego Woodwick, Margot Allarion powitała na świat maleńką córeczkę. To musi być dziecko Vaughn'a. Skończyły ukradkowe szepty wśród starszego pokolenia społeczności, teraz mówili już wszyscy. Teoria uznana została za fakt, a łatka bękarta owianego złą sławą czarnoksiężnika przywarła do niej na dobre. Mała gulka na nosie wciąż przypomina jej o mocnym sierpowym starszego kolegi, choć możliwe, że to ona wtedy wymierzyła pierwszy cios, gdy w powietrzu zawisło już zbyt wiele epitetów pod adresem jej i jej zmarłej matki. 
    W końcu wyjechała, choć niektórzy nazwaliby to ucieczką. Londyn dał jej anonimowość, która była niczym pierwszy swobodny oddech po latach. Studia medyczne i integracja ze skrajnie zróżnicowaną społecznością czarownic z metropolii szybko odarły ją z resztek snu. Rozkwitła pod presją, którą sama sobie zgotowała, momentami zatracając dni w nauce, a noce eksperymentowaniu z nowymi rodzajami magii. Pokochała to. Ten krótki napływ endorfin po zaliczonym egzaminie wynagradzał wszystkie godziny spędzone nad podręcznikami. Radość, gdy to cholerne zaklęcie, które prawie urwało jej rękę, w końcu zadziałało za piętnastym razem, był jak zastrzyk heroiny. 
    A jednak wróciła. Za namową babki, tylko na krótką wizytę w rodzinnym miasteczku, które w tajemniczy sposób stało się jeszcze mniejsze niż zapamiętała. Mniej straszne, choć może odrobinę bardziej obce. Przedłużający się pobyt coraz bardziej oddalał plany o dokończeniu specjalizacji, na którą nie potrafiła się w pełni zdecydować. Kilka zmian w sklepie muzycznym, w ramach zastępstwa za chorego kolegę, nie wiadomo kiedy zmieniły się w pracę na pół etatu, jeszcze bardziej zakotwiczyły ją na miejscu. Może podświadomie sama chciała tutaj zostać, w pokrętny sposób stęskniona za domem i spokojniejszym życiem. A może ma to więcej wspólnego z pogłoskami o zbliżającym się wyborze nowego przywódcy sabatu.
—Hakrabi

W tytule the weekend, a buźki użycza adria arjona
dc: Tonksia#7752
→