Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seline Dwight. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seline Dwight. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2023

"Better to burn than to rot.” — Paul Russell

Seline Dwight

20 lat ciała i dziesięciokrotność tego w duszy ♦ syrena ♦ domek przy samych klifach ♦ barmanka w barze Phoenix


    A kiedy już pozwoliła mi się zbliżyć, po czwartej dolewce piwa, dostrzegłem w jej oczach w kolorze dna oceanu smutek i tęsknotę. Nie było żywych iskierek, które świadczyłyby o młodzieńczej wesołości i chęci do życia, czy chęci na mnie, których szukałem i które zwykle w niej widziałem, bo przychodziłem oglądać ją tu co wieczór. Nie było w jej spojrzeniu psotnego błysku, którym mnie i cały bar zaskakiwała równie mocno, jak wtedy gdy zaczynała nam nagle śpiewać, a potem wybuchała spontanicznym śmiechem, kiedy jak idioci nie wiedzieliśmy co się dzieje. Oparłem dłonie o blat lady i pochyliłem się, wpatrując w jej oczy zdumiony i zdruzgotany, bo nie było tam tej radości, którą emanowała, gdy tańczyła w deszczu na środku ulicy, czy kiedy śpiewem przy zakupach w markecie spacerując między alejami z produktami do spożycia dla dorosłych, kusiła klientów, aby szli za nią. Zobaczyłem strach, którego nigdy w niej nie dostrzegałem, bo umiała go aż za dobrze ukrywać. Nie było butności, zadziory i charakteru, aż uderzyło to we mnie z zaskakującą siłą, zmuszając do postawienia kroku w tył. Wyprostowałem się, odstawiając kufel i aż zamrugałem z niedowierzaniem. Stała przede mną, ale taka bezbronna... Zabrakło dziewczyny, która chciała zawojować świat, która była dziarska i dzielna i która śpiewała zawsze wtedy, gdy nadciągały kłopoty i nagle wszyscy się uspokajali, a ona mogła polewać piwo dalej.
    Spuściła wzrok nieśmiało i widziałem, że jest skrępowana, zawstydzona a usta jej drżą, podobnie jak dłonie, które próbowała ukryć, chowając je za siebie, ale chyba nie wstydziła się brudu z baru pod paznokciami. Wokół było głośno, ale ludzie nie zwracali na nas uwagi, nikt jej jeszcze nie wołał po dolewkę, a ona stała, niewinnie się we mnie wpatrując. Była wystraszona, a może nawet zła, bo dostrzegłem coś, czego nie chciała nikomu pokazywać. Nie było w niej w tym momencie ani grama uśmiechu, ani krztyny wesołej energii, jaką zarażała zwykle ludzi wokoło, zmuszając do myślenia, sięgnięcia głową poza szablon. Ten szary t-shirt, który nosiła każdego dnia pod ogrodniczkami, wydawał się jeszcze bardziej ciągnął ją do ziemi, a kiedy poprawiła koszulkę na dekolcie, dostrzegłem, że pod spodem ma wisiorek z jasnym, błyszczącym oczkiem, który chowa tak samo starannie jak to, co drzemie jej w duszy.
    Zacisnęła usta i obróciła się bokiem, jakby gotowała się do ucieczki, lecz wciąż stała tuż obok. Ramiona miała opuszczone i drżące, ruchy niepewne, była wystraszona. Sięgnęła pod ladę, zgarniając ścierkę, aby jeszcze raz przetrzeć i tak już wypolerowany bar i spojrzała na mnie znowu. Walcząc z sobą, ukazując wahanie, udowodniła że jeszcze nie zapadła na dobre w otchłań. Walczyła, choć skoro była tu, a nie po drugiej stronie klifów, coś ją tu trzymało. I kiedy znów obróciła się ku mnie, w jej oczach pojawiły się łzy, ale nie poczułem skruchy, żalu, ani smutku.
- Noszę dużo więcej blizn niż te, które widziałeś. Też byłam kiedyś zakochana – powiedziała, a ja nie mogłem zrobić nic więcej, jak tylko ze zrozumieniem pokiwać głową. Dumny, że została wśród ludzi i udowodniła, że nie zniknęła w tej ciemności, która pochłonęła ją na wiele lat.
     A potem zaczeła śpiewać i poczułem, jak się uspokajam. I zapominam o wszystkim, co zobaczyłem, co pomyślałem. Poczułem przyjemną morską bryzę na twarzy, a w uszach zaczeło mi szumieć zupełnie tak, jakbym był nad brzegiem oceanu... Jej drobna sylwetka na moment uniosła się, gdy podparła się o barową ladę i pochyliła ku mnie, by złożyć na ustach lekki słony pocałunek, a potem zaraz opadła, gdy z jej ust wyrwało się westchnienie ulgi. Miałem wrażenie, że znalazłem się w morskiej toni, a ona płynie ku mnie na wzburzonych falach. Nie była już sama, czuła to, lecz wciąż walczyła z bólem i koszmarami, z bezsennością i starym nawykiem ciągłego bania się. Odzyskała wolność, lecz wciąż nie była w stanie przejść z tym do porządku dziennego, potrzebowała czasu. Ale były momenty, gdy obserwując ją z boku dostrzegałem, jak policzki jej różowieją, usta rozciąga delikatny uśmiech, a w oczach pojawia się blask i nawet jeśli trwało to wszystko tylko chwilę, mieliśmy czas, aby na powrót jej życie nabrało wyrazistych kolorów. Byłem tu i teraz nie miałem zamiaru jej opuszczać.





szablon karty zawdzięczam character-image

cześć, serdecznie zapraszam do wątków i powiązań! oddamy złotą łuskę za kogoś do kochania, srebrną za kogoś do przytulania i pół wyschniętej za kogoś, kto nam każe uciekać! :) buzia - Riley Rassmusen
→