Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meow. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2023

Breathe through me and calm the storm inside


Hold me below the covers and say
Tonight you'll let me be your hands
Asteria
Blackwood
ur. 20.06.1995 r., w Moskwie, z domu Dimitrescu —— tragicznie zmarła w wypadku samochodowym w 2016 roku w Woodwick —— wskrzeszona przez nekromantę, z którym związała się po dwóch latach —— ciało dziewiętnastoletniej dziewczyny —— umysł dwudziestoośmioletniej kobiety —— od pięciu lat mężatka —— mieszka wraz z mężem w wiekowej rezydencji Blackwoodów, wybudowanej blisko starego cmentarza —— patolożka i tanatokosmetyczka —— współwłaścicielka zakładu pogrzebowego Blackwood Funeral Home, który oprócz świadczenia profesjonalnych, wysokiej jakości usług pogrzebowych skierowanych do wszystkich mieszkańców Woodwick, zajmuje się również sekcją zwłok —— początkująca nekromantka —— powiązania
I can be the dark, you can look right through me
In a flash of love, we are just one body

Nie ma w niej niczego, co dałoby się określić w kilku prostych słowach, bo kryje w sobie tak wiele.
I żyje życiem, które wydaje się nie należeć do niej. Zupełnie jakby przechytrzyła śmierć, ale upaja się snem, pięknym snem, wierzgając swoją brudną duszą i dysząc, chcąc spełnić splamione krwią oczekiwania – myślenie o byciu martwym, szept za szeptem, krok za krokiem i przecinanie sznureczków. Małe, białe, rozbite kolana; sczerniały szkielet; przecięta nić, zaledwie niteczka.

I ona, wyłowiona przez męskie, szorstkie ręce ze Styksu. Wyciągnięta z Hadesu nie poprzez śpiew Orfeusza, a rozkaz stwórcy. Ten nie obawiał się odwrócić ani jej stracić. Nie potrzebował harfy ani łez, nie potrzebował kajać się i płakać – zażądał, więc się pojawiła.

Pachnie słodko-cierpkim granatem, astrem — wonią pożegnania lata i melancholii — a także kuszącą, mocno kwiatową czarną orchideą z lekko pikantną smużką.
Ma wiecznie zimne, delikatne dłonie, o idealnie spiłowanych paznokciach, zawsze pociągniętych krwistoczerwonym lakierem. Przy jednym z palców widnieje obrączka – symbol przynależności do męża, stwórcy i mistrza – którą ściąga jedynie do pracy.
Wybiera miękkie, ładne ubrania, przylegające do skóry – idealnie dopasowane, wyprasowane z diabelską perfekcją. Kołnierzyk sięga do szyi, gardząc dekoltem. Materiał zasłania każdy ze ślicznych obojczyków; zasłania też rozległą bliznę po sekcji zwłok.

Nie ma jej i jest, oddycha, dławiając się, i znów umiera, rodząc się. Nieprzerwany krąg i ona, wypchnięta z niego, usycha, wciąż będąc jednak żywa.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: India Eisley
W tytule: Clann – I Hold You, w samej karcie: Kat Cunning – King of Shadow.
Cześć! Asteria pojawiła się nagle, wyłaniając się z jakiegoś przypływu weny... więc tak, poznajcie moją kolejną dziewczynkę. Podziękowania ślę też do Demon Laplace’a, bez której Aria by się nie pojawiła ❤
Co do wątków: szukamy wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne. Może też kogoś, kto znał ją przed jej śmiercią i kogoś, kto mógłby podejrzewać, że Asteria jest trupem :>
► vicious1411@gmail.com

29 grudnia 2022

Potrafisz kochać mnie jak wariat?

Babilon, czerwiec 323 r. p.n.e.

    Delikatna sukieneczka ozdabia smagnięte przez greckie słońce ciało. Jasny materiał spływa po szczupłej sylwetce, obnażając dekolt – przy obojczykach widać misternie wykonaną biżuterię. Prezent od Aleksandra, który teraz leżał obok, upity miłością – rozpostarty jak anioł, jak dwa światy skupione w jednym eterze. Silnym ramieniem, pod którym ugina się tysięczny kark, obejmuje jej sylwetkę, a z ust wypluwa oddech, który łaskocze jej policzek. W jego oczach dmucha pożądanie, określając krew i ciało, kreśląc żądzę i ciche pragnienie, aby zostać. Tu i teraz.
    — Jesteś królem. Możesz wszystko… — Jej głos wydaje się czymś lepkim, czymś, co otwiera czaszkę i łaskocze mózg. Porusza neurony do pracy i przygląda się impulsom, będąc tym jedynym i właściwym.
    — Jeśli tak, jeśli jestem królem i mogę wszystko, chciałbym, abyś zapamiętała mnie właśnie takiego — odpowiada, sunąc kciukiem po idealnej skórze twarzy. Pieszcząc policzek, uśmiecha się, a popękane usta wydają się karykaturą tego, czym były.
    Convalliana obserwuje jego gasnącą twarz, obłąkańcze spojrzenie i sięga po zanurzony w złotej misie materiał, który odsącza, i kładzie po rozgrzanym czole władcy. W palce łapie jeden ze złotych kosmyków, pociera w czułym geście i zabiera z powiek.
    Odkąd zmarł Hefajstion, jego najbliższy przyjaciel, Aleksander przypominał odległą wysepkę – nie sposób było do niego dotrzeć, choć koniec końców ulegał jej palcom, przyjmował dotyk, ukojenie i łapał w płuca jej zapach, chcąc odżywić trawione gorączką ciało czymś, co znał. Nie było dla niego nadziei ani światła, a czająca się przy suficie nicość rozkładała szeroko ramiona, chcąc złapać ostatni stygnący w gardle oddech.
    W powietrzu unosił się zapach słodkich kadzideł – woń miodu, pomarańczy i winogron, świeżego wina, wypiekanych chlebków. Nieruszone sztućce, czyste talerze i niepełny kielich, po który Aleksander wyciąga rękę. Convalliana obserwuje ten ruch; to, jak drżące palce próbują złapać naczynie, które koniec końców złośliwie się przychyla, a czerwone wino rozlewa się i moczy koszulę władcy – i wsiąka dalej. W bialutką pościel i poduszkę. Niszczy sielankowy krajobraz odejścia w nieznane, podkreślając ludzką ułomność. Ludzką słabość.
    Convalliana zanurza dłoń w jasnych włosach mężczyzny i przeczesuje jego grzywkę, rozmasowując zbolałą głowę. Pochyla się, aby zagrzebać w kilku muśnięciach złość i trwogę – aby odeprzeć agonię i stęchliznę tego, co nieuniknione. Aleksander umiera i jest tego świadom. Choroba pokonuje męskie, silne i piękne ciało – to, co ludzkie, jest śmiertelne. To, co ludzkie, jest słabe, nawet gdy wydaje się niepokonane. Kobiece usta chłoną jego jęk i westchnienia, dając zapomnienie i pozwalając, aby niewinnie opuścił gardę.
    — Wystarczy — zaczyna szeptać, opierając czoło o jego policzek — że powiesz tylko słowo, Aleksandrze, a zakończę to wszystko.
    Jego oczy przypominają te niewinnego skazańca, który próbuje zrozumieć wszystkie wyrządzone krzywdy. Ciężko mu unieść ciężar własnych powiek i w tym momencie czuje, jak samotność zanurza kły w jego karku, jak szarpie i ryczy – przygląda się pięknej twarzy i chłonie spojrzeniem cudowność otuloną w czerń, wkraczając w marsz żałobny. I z ust ucieka ciche t a k, a to wystarcza, aby stał się zaledwie pustą skorupą – już nie klejnotem, a zasypia w ciszy i stygnie, gdy Convalliana pochyla się, a z jego ust, tak szpetnych i popękanych, ulatuje powietrze zabarwione srebrem, drżące i słodkie.

Transylwania, 1430 r.

    Vlad przytyka do ust kielich, ciemnym spojrzeniem lustrując kobiecą sylwetkę. Nie uśmiecha się, a jedynie przygląda ciału: drobnym stopom, dłoniom i krągłościom bioder, budując obraz tego, co idealne. Tego, co wydaje się tak boskie – i oczy jej jak aksamit, jak przeznaczenie, które ubrała w falbankę i wystroiła, aby przykryć zgniliznę. 
   — Umrzesz. — Convalliana ogląda się przez ramię, spoglądając w stronę surowej twarzy. Vlad prycha cicho, przechyla głowę i wyciąga dłoń, aby musnąć palcami rozgrzany, kobiecy policzek. 
   — Mówisz tak, bo desperacko próbujesz mnie przy sobie zatrzymać — odpowiada, przyglądając się jej zielonym oczom. Dostrzega w tęczówkach zimny dystans, sączy się z nich pustka i kres, coś nieludzkiego, co zwiastuje kolejną noc. — Jeśli chcesz, abym nie wychodził z twojego łoża, nie musisz uciekać się do tak irracjonalnych słów. To ja jestem słońcem, które swym blaskiem obejmuje całą Wołoszczyznę. 
  — Jesteś tylko człowiekiem. — Gwałtownie odpycha jego rękę, znużona krótkowzrocznością Vlada. Mierzy męską sylwetkę wzrokiem, próbując dostrzec gniew lub jakąkolwiek z emocji, którą kipiałby i pachniał, ale tym razem nie ma niczego, oprócz krótkiego, chrypliwego śmiechu, próby złapania jej twarzy w palce i sięgnięcia ust.  
   Ciche sapnięcie opuszcza jej gardło i wydaje się jedynym dźwiękiem, które rozsadza komnatę. Ugina się pod dotykiem, jest elastyczna, miękka, gorąca i chętna, godząc się i żegnając, bo nikt jeszcze nie uciekł przed własnym przeznaczeniem. Umiłowanie rozkoszy i zamknięcie momentu w tu i teraz – tylko tyle może mu ofiarować. Podmuch sprawia, że płomień świecy gaśnie, a wraz z nim serce oddaje się w kleszcze udręczenia, pierwotnego żalu, który chorobliwie wpuszcza w krwioobieg niemoc i beznadzieję. 

Kraj Basków, 1609-1611 r.

    — Jak zostałaś czarownicą i co się wydarzyło przy tej okazji?
    — …
    — Kim jest diabeł, któremu się oddałaś? Jakie jest jego imię?
    — …
    — Jakie spowodowałaś plagi? Ile osób przeklęłaś?
    Kat, cuchnący i obrzydliwie tłusty mężczyzna, patrzy jej prosto w oczy – w jego tęczówkach odbija się blask drżących świec. Convalliana doskonale dostrzega, jak zmienia się ich kolor: jak brąz przeobraża się w diabelską czerń. Gruba, brzydka blizna ozdabia jego prawy policzek, obnażając w jakiś sposób czającą się pod skórą agresję – odsłania rąbek poranionego, sadystycznego pragnienia, aby zrobić jej krzywdę.
   Ostry smród potu wywołuje odruch wymiotny. Z trudem przełyka ślinę, mocno zaciskając usta w wąską linię – próbuje trzymać swój podbródek wysoko i zamknąć w żywicy oddech, który drży.
    Kat związuje jej ręce, wykręca i sapie głośno nad jej uchem, gdy pochyla się do niej – stoi za jej plecami, ciągnie za sznur i otwiera z podnieceniem spuchnięte usta, czekając, aż usłyszy cokolwiek, coś, co umknęłoby z ust tej wiedźmy – coś, co chciał usłyszeć od samego początku. Convalliana dyszy ciężko i próbuje złapać oddech, choć płuca płoną i kurczą się – pożar nieznośnie dotyka jej ciała, wżera się w tkankę i szkielet. Ból wydaje się dopiero formować, przyjmować odpowiednie kształty.
    Czuje grube, męskie paluchy przy swoich włosach, a gwałtowne pociągnięcie sprawia, że boleśnie odchyla głowę, wpatrując się w szeroko rozwartymi oczami w poczerwieniałą i spoconą twarz kata – nie da się w nich dostrzec żalu, tylko wściekłość, nienawiść, żarliwość tego, aby wyciągnąć ręce i rozorać paznokciami lico kata, który rechocze głośno, sięgając po nożyce. Rozdrapać skórę i zedrzeć parszywy uśmiech.
  — Po tym już nigdy nie będziesz tak ładna... — Ścina krótko jej włosy i pokazuje czarną kępę, śmiejąc się. Rozciera pojedyncze pasma w swoich palcach, rozkoszując się miękką fakturą. Przyciska je do nosa i głośno wciąga zapach. Pachniały jej słodką wonią. Pachniały grzechem.
    Convalliana przygląda się temu, jak w krzywym zwierciadle – czuje, jak resztka włosów trzyma się skóry głowy. Wzdryga się, gdy męska dłoń opiera się o jej czaszkę i szarpie się w momencie, w którym męskie, ostre paznokcie pozostawiają po sobie bruzdy. I kiedy kat sięga po alkohol, rozlewając trunek po jej piersiach, brzuchu i udach, zaczyna dusić się żrącym zapachem – krzyk umiera w gardle, tuż przed tym, jak Convalliana zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje. 
    Oczy ma z porcelany, a w wypłowiałych ustach niesie wrzask – wokół tylko ściany bez krwi i bez barwy. I ściany bez imienia, bez przeszłości i przyszłości. Bez teraźniejszości. Smród skwierczącej skóry podzwania głuchym echem, ciało chwieje się, sklepienie pęka, a czoło opada, gdy kat wylewa kubeł wody, aby wiedźma wciąż ż y ł a, i błyszczącymi oczami przygląda się swojemu dziełu – ogień gaśnie, a schylone, mroczne usta szepczą, w ostatnim akcie próbując zepchnąć szaleństwo ze ściekiem.

Włochy, marzec 1709 r.

    Johann pokazuje jej swoją fabrykę perfum, delikatnie trzymając kobiecą rękę, schowaną w rękawiczce, w swoich palcach. Jest dżentelmenem, który uśmiecha się i komplementuje, który – zakochany i oddany – wlepia w twarz ukochanej swoje zacumowane przy niej spojrzenie. Poddaje się słodkiemu uniesieniu i gotów jest, aby dać jej wszystko, co wyszeptałyby jej usta.
    Convalliana, skora do pocałunków, kusząca i piękna, jest dla niego ideałem – jest kobietą ostateczną i jedyną. Nie oponuje, gdy z jej słodkich ust pada pytanie, czy pokaże jej swoją fabrykę. Napina się dumnie, puszy się i chichocze.
    — Oczywiście, kwiatuszku. — Za pozwoleniem ściąga jej skórzaną rękawiczkę, a kiedy dostrzega łagodne, łaskawe spojrzenie Convalliany, uśmiecha się zauroczony. I gdy tylko czuje jej ciepłą skórę, obdarowuje każdy z jej palców pocałunkiem. Każdy jeden z równie zaborczą uwagą.
    — Mój zapach przypomina włoski, wiosenny poranek po deszczu; pomarańcze, cytryny, grejpfrut, bergamoty, limonki oraz kwiaty i zioła rosnące w mojej ojczyźnie — oznajmia Johann, chwytając za flakon. Przygląda się jego fakturze, zafascynowany i w jakiś sposób rozczulony. Potem odwraca głowę w stronę Convalliany i pozwala sobie wyznać: — Ale dla mnie ma szczególne znaczenie, bo pachnie tobą. Tak cię widzę, moje kochanie. 
    Bluźnierczo nadaje jej formy i kształty, wyobrażając sobie zbyt wiele – wydaje się, że obejmuje ją swoim wszechwidzącym wzrokiem, a to niemożliwe. Ludzka dusza drży i ekscytuje się, pragnie się przed nią upokorzyć i Convalliana pozwala, aby tak się stało. 
    A potem nadaje sobie własnych zapachów, określa siebie przez pryzmat skamieniałego, przeklętego błogosławieństwa, które wpisuje się w długowieczność. Bycie nie człowiekiem, nie diabłem, nie potworem – bycie zaledwie otwartą raną.
    Cierpki agrest, aromatyczny cynamon i słodka wanilia.

Weimar, grudzień 1774 r.

    Charlotta Buff nie była jedyną kobietą, która odrzuciła względy von Goethego – podobno powstrzymywał łzy i zamknął się w swoich komnatach, a smutek w jakiś sposób go ozłocił, nadał kształtów temu, co działo się w jego duszy – i kiedy w jej rękach znalazł się Werter, Convalliana zdała sobie sprawę, co zrobił Johann.
    Potem, gdy jeden z jej kochanków, rzucił się w stronę okna – pozwalając, aby wiatr poplątał mu włosy – i zaczął przejętym, drżącym głosem mówić o tym, jak zrozumiał, że nigdy nie dostrzeże w jej oczach tego, co pragnąłby zobaczyć, zaledwie drgnęła. 
    — Sprawiasz, że jestem nieszczęśliwy… jesteś przeklęta! Jesteś ogniem, gdy ja… ja zaledwie ćmą. Nie godziłem się, aby być ćmą… nie chciałem tego… — szeptał, odwracając głowę w jej stronę. W jego ustach majaczył szept. — Nigdy mnie nie pokochasz, prawda? 
    Convalliana przygląda się scenie. Leniwie odrzuca włosy i prostuje się, a wtedy kaskada ciemnych kosmyków spływa po jej nagich plecach. Cisza wydaje się przejmująco zimna, a przerywa ją tylko chaotyczny oddech, który próbuje złapać mężczyzna przy oknie. 
    Kojący blask księżyca obejmuje kobiecą sylwetkę, olśniewa nieskazitelną twarz, gdy zielone oczy wydają się najwyższą harmonią i zbiorem tonów – w tęczówkach nie widać niczego, co mogłoby sugerować strach. Granica zmysłów się zatraca, a Convalliana zbliża się zaledwie o krok, o jedno uderzenie serca w klatce piersiowej.
    — Ty kochasz mnie, a to wydaje się wystarczające. — Jej głos zachwyca, a każde ze słów niesie za sobą różaną woń. — Tego pragnąłeś. Tego chciałeś, a ja pozwoliłam, abyś spełnił swoje marzenie. Czy przez to jestem potworem? 
    — Gorzej. Potwór wzbudza strach, a ty… ty robisz to wszystko jak anioł. — Jego szalone oczy tęsknie omiatają jej twarz, a potem uśmiecha się i gwałtownie skacze, a wokół słychać jedynie jedno urwane sapnięcie – chwilę później krzyk i pisk.
   Convalliana wychyla się przez okno, niewinne, nieśmiało, jak pierwszy promyczek słońca, który dotyka zmarzliny po długiej zimie. Przygląda się stygnącemu, nagiemu ciału – powyginane kończyny i krew, rozbita czaszka. Martwy wygląda jak osobliwe dzieło sztuki, podkreślone przez sztuczne światło, krzyczących, przerażonych ludzi. 
    Tylko ona rozumie intencję autora-samobójcy. 
    

ODAUTORSKO:
Popełniłam to szkaradztwo w przypływie weny. Poza tym chciałam rozpisać mniej więcej historię Convalliany – pewnie wiele rzeczy wyjdzie jeszcze w praniu, a jak tak się stanie, napiszę nową notkę. Tak myślę. Każdemu, kto dotarł do końca, wręczam czekoladową babeczkę! ♥ Poza tym ja to tylko tak tutaj zostawiam, co by nie było, że w mojej blogowej karierze żadnych swoich wypocin nie opublikowałam. xD Za ewentualne błędy przepraszam, za zbytnie smęcenie – też przepraszam! No, a tak to... wiecie, gdzie nas znaleźć.
Notkę sponsorują: Aleksander Wielki, Vlad Palownik, procesy czarownic, Johann Maria Farina oraz Johann Wolfgang von Goethe. W tytule (trochę zmodyfikowanym) Inee x Kiełas – Zamiast serca mam granat.

4 grudnia 2022

feel your heart-beat in my soul
our futures bound, our bodies know

CONVALLIANA DIGGES
utrzymuje wygląd dwudziestoośmiolatki —— sukkub —— w Woodwick od trzech lat —— właścicielka Desiderium: perfumerii i sklepu ezoterycznego —— perfumiarka, której perfumy cieszą się ogromną popularnością wśród miejscowych —— hobbistycznie tarocistka —— mieszka przy jeziorze w małym, drewnianym domku z czerwonym dachem, z przydomowym ogródkiem i garażem, w którym stoi czarny pick-up —— powiązania —— dodatkowe: 1 —— poprzednie KP: 1, 2, 3
Idealnie pasuje do ról i przebrań, uśmiechów i podniesionych podbródków. Obserwuje wszystko czujnym, głębokim spojrzeniem, mruży oczy i zdaje sobie sprawę z tego, że tonie; tonie w koronkach, biżuterii i szeptach; tonie w oczekiwaniach, krzykach i potrzebach. Tonie w męskich dłoniach; tonie w zakończonych opowieściach i obietnicach.

Doskonale wie, że nie każdy jest gotów ponieść konsekwencje swoich słów, czynów i gestów, ale gdy próbuje się odsunąć, dłonie szorstkie, miękkie, uwielbiające jej ciało, sięgające po to, co grzeszne, przyciągają ją bliżej.

Wydaje mi się, że mógłbyś kochać mnie do śmierci...

Otula, woła imię i zmienia się pod wpływem rąk, pocałunków – krzyk to za mało. Czule dotyka blizn, spija całą niepewność i strach, będąc cichym zefirkiem, miękkim mrokiem, diabelską pokusą.

Wszystko, co o mnie wiesz, to tylko Twoje wyobrażenia: moje czarne włosy i zielone oczy. Moje ubrania, koronkowa bielizna. To, co widzisz, to też jedynie Twoje wyobrażenia o mnie.

Ze wszystkich snów ucieka nad ranem – zostawia po sobie zapach słodkiej wanilii, cierpkiego agrestu i aromatycznego cynamonu. Zostawia po sobie tęsknotę, niemy stos słów i kłujący obraz tego, co skończyło się wraz z nocą.

Bliżej jej jednak do strzaskanego szkła niż nieskazitelnej tafli – naznaczona własność, w której należy upatrywać posłuszeństwa; szatańskie wersety szeptane w ciemnościach, anielskość delikatnych, krwistych ust i spojrzenie rozżarzonych tęczówek, w których odbija się zniekształcony obraz zwiędłych potrzeb.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: @h.oberlin, w tytule: Baldur's Gate 3 – I Want To Live
Cześć! Convallia to przebrzydła manipulatorka, która zawsze dostaje to, czego chce – ma swoje sposoby. Nie jest jednak postacią czarno-białą: wpada raczej w wiele odcieni szarości, które postaramy się odkryć w wątkach. :D
Szukamy wrogów i przyjaciół, a także wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne.
► vicious1411@gmail.com

'Cause all I want is to be loved
And all I care about is you

CONVALLIANA DIGGES
utrzymuje wygląd dwudziestoośmiolatki —— sukkub —— w Woodwick od trzech lat —— właścicielka Desiderium: perfumerii i sklepu ezoterycznego —— perfumiarka, której perfumy cieszą się ogromną popularnością wśród miejscowych —— hobbistycznie tarocistka —— mieszka przy jeziorze w małym, drewnianym domku z czerwonym dachem, z przydomowym ogródkiem i garażem, w którym stoi czarny pick-up —— powiązania —— dodatkowe: 1 —— poprzednie KP: 1, 2
Idealnie pasuje do ról i przebrań, uśmiechów i podniesionych podbródków. Obserwuje wszystko czujnym, głębokim spojrzeniem, mruży oczy i zdaje sobie sprawę z tego, że tonie; tonie w koronkach, biżuterii i szeptach; tonie w oczekiwaniach, krzykach i potrzebach. Tonie w męskich dłoniach; tonie w zakończonych opowieściach i obietnicach.

Doskonale wie, że nie każdy jest gotów ponieść konsekwencje swoich słów, czynów i gestów, ale gdy próbuje się odsunąć, dłonie szorstkie, miękkie, uwielbiające jej ciało, sięgające po to, co grzeszne, przyciągają ją bliżej.

Wydaje mi się, że mógłbyś kochać mnie do śmierci...

Otula, woła imię i zmienia się pod wpływem rąk, pocałunków – krzyk to za mało. Czule dotyka blizn, spija całą niepewność i strach, będąc cichym zefirkiem, miękkim mrokiem, diabelską pokusą.

Wszystko, co o mnie wiesz, to tylko Twoje wyobrażenia: moje czarne włosy i zielone oczy. Moje ubrania, koronkowa bielizna. To, co widzisz, to też jedynie Twoje wyobrażenia o mnie.

Ze wszystkich snów ucieka nad ranem – zostawia po sobie zapach słodkiej wanilii, cierpkiego agrestu i aromatycznego cynamonu. Zostawia po sobie tęsknotę, niemy stos słów i kłujący obraz tego, co skończyło się wraz z nocą.

Bliżej jej jednak do strzaskanego szkła niż nieskazitelnej tafli – naznaczona własność, w której należy upatrywać posłuszeństwa; szatańskie wersety szeptane w ciemnościach, anielskość delikatnych, krwistych ust i spojrzenie rozżarzonych tęczówek, w których odbija się zniekształcony obraz zwiędłych potrzeb.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: @h.oberlin
Cześć! Convallia to przebrzydła manipulatorka, która zawsze dostaje to, czego chce – ma swoje sposoby. Nie jest jednak postacią czarno-białą: wpada raczej w wiele odcieni szarości, które postaramy się odkryć w wątkach. :D
Szukamy wrogów i przyjaciół, a także wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne.
► vicious1411@gmail.com

Save your prayers and take my hand

CONVALLIANA DIGGES
utrzymuje wygląd dwudziestoośmiolatki —— sukkub —— w Woodwick od trzech lat —— właścicielka Desiderium: perfumerii i sklepu ezoterycznego —— perfumiarka, której perfumy cieszą się ogromną popularnością wśród miejscowych —— hobbistycznie tarocistka —— mieszka przy jeziorze w małym, drewnianym domku z czerwonym dachem, z przydomowym ogródkiem i garażem, w którym stoi czarny pick-up —— powiązania —— dodatkowe: 1 —— poprzednie KP: 1
Idealnie pasuje do ról i przebrań, uśmiechów i podniesionych podbródków. Obserwuje wszystko czujnym, głębokim spojrzeniem, mruży oczy i zdaje sobie sprawę z tego, że tonie; tonie w koronkach, biżuterii i szeptach; tonie w oczekiwaniach, krzykach i potrzebach. Tonie w męskich dłoniach; tonie w zakończonych opowieściach i obietnicach.

Doskonale wie, że nie każdy jest gotów ponieść konsekwencje swoich słów, czynów i gestów, ale gdy próbuje się odsunąć, dłonie szorstkie, miękkie, uwielbiające jej ciało, sięgające po to, co grzeszne, przyciągają ją bliżej.

Wydaje mi się, że mógłbyś kochać mnie do śmierci...

Otula, woła imię i zmienia się pod wpływem rąk, pocałunków – krzyk to za mało. Czule dotyka blizn, spija całą niepewność i strach, będąc cichym zefirkiem, miękkim mrokiem, diabelską pokusą.

Wszystko, co o mnie wiesz, to tylko Twoje wyobrażenia: moje czarne włosy i zielone oczy. Moje ubrania, koronkowa bielizna. To, co widzisz, to też jedynie Twoje wyobrażenia o mnie.

Ze wszystkich snów ucieka nad ranem – zostawia po sobie zapach słodkiej wanilii, cierpkiego agrestu i aromatycznego cynamonu. Zostawia po sobie tęsknotę, niemy stos słów i kłujący obraz tego, co skończyło się wraz z nocą.

Bliżej jej jednak do strzaskanego szkła niż nieskazitelnej tafli – naznaczona własność, w której należy upatrywać posłuszeństwa; szatańskie wersety szeptane w ciemnościach, anielskość delikatnych, krwistych ust i spojrzenie rozżarzonych tęczówek, w których odbija się zniekształcony obraz zwiędłych potrzeb.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: @h.oberlin
Cześć! Convallia to przebrzydła manipulatorka, która zawsze dostaje to, czego chce – ma swoje sposoby. Nie jest jednak postacią czarno-białą: wpada raczej w wiele odcieni szarości, które postaramy się odkryć w wątkach. :D
Szukamy wrogów i przyjaciół, a także wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne.
► vicious1411@gmail.com

Jeśli jesteś gotów, powiedz tak

CONVALLIANA DIGGES
utrzymuje wygląd dwudziestoośmiolatki —— sukkub —— w Woodwick od trzech lat —— właścicielka Desiderium: perfumerii i sklepu ezoterycznego —— perfumiarka, której perfumy cieszą się ogromną popularnością wśród miejscowych —— hobbistycznie tarocistka —— mieszka przy jeziorze w małym, drewnianym domku z czerwonym dachem, z przydomowym ogródkiem i garażem, w którym stoi czarny pick-up —— powiązania —— dodatkowe: 1
Idealnie pasuje do ról i przebrań, uśmiechów i podniesionych podbródków. Obserwuje wszystko czujnym, głębokim spojrzeniem, mruży oczy i zdaje sobie sprawę z tego, że tonie; tonie w koronkach, biżuterii i szeptach; tonie w oczekiwaniach, krzykach i potrzebach. Tonie w męskich dłoniach; tonie w zakończonych opowieściach i obietnicach.

Doskonale wie, że nie każdy jest gotów ponieść konsekwencje swoich słów, czynów i gestów, ale gdy próbuje się odsunąć, dłonie szorstkie, miękkie, uwielbiające jej ciało, sięgające po to, co grzeszne, przyciągają ją bliżej.

Wydaje mi się, że mógłbyś kochać mnie do śmierci...

Otula, woła imię i zmienia się pod wpływem rąk, pocałunków – krzyk to za mało. Czule dotyka blizn, spija całą niepewność i strach, będąc cichym zefirkiem, miękkim mrokiem, diabelską pokusą.

Wszystko, co o mnie wiesz, to tylko Twoje wyobrażenia: moje czarne włosy i zielone oczy. Moje ubrania, koronkowa bielizna. To, co widzisz, to też jedynie Twoje wyobrażenia o mnie.

Ze wszystkich snów ucieka nad ranem – zostawia po sobie zapach słodkiej wanilii, cierpkiego agrestu i aromatycznego cynamonu. Zostawia po sobie tęsknotę, niemy stos słów i kłujący obraz tego, co skończyło się wraz z nocą.

Bliżej jej jednak do strzaskanego szkła niż nieskazitelnej tafli – naznaczona własność, w której należy upatrywać posłuszeństwa; szatańskie wersety szeptane w ciemnościach, anielskość delikatnych, krwistych ust i spojrzenie rozżarzonych tęczówek, w których odbija się zniekształcony obraz zwiędłych potrzeb.


ODAUTORSKO:
CODE ►
fc: @h.oberlin
Cześć! Convallia to przebrzydła manipulatorka, która zawsze dostaje to, czego chce – ma swoje sposoby. Nie jest jednak postacią czarno-białą: wpada raczej w wiele odcieni szarości, które postaramy się odkryć w wątkach. :D
Co do wątków: szukamy kogoś, kto będzie pracował w Desiderium; kogoś, kto doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kim jest Convalliana; wrogów, a także wszystkiego, co skomplikowane, trudne i emocjonalne.
► vicious1411@gmail.com

16 maja 2000

powiązania

przeszywam wzrokiem ciemność
by ujrzeć światło
a potem odejść w cień
Edgar Kieran
Blackwood
STWÓRCA – – MĄŻ – – MISTRZ
kraina ciemności uwolni mnie od oślepiającego słońca
ścieżka chwały wejdzie do trumny

Balansowanie gdzieś pomiędzy miłością a nienawiścią jest tym, co wydaje się pociągać zarówno ciebie, jak i mnie. Twój wzrok i mój wzrok, twoje dłonie i moje dłonie – stwórca i dzieło, mąż i żona, mistrz i uczennica. Wszystko tak ułożone, tak harmonijne, tak ludzkie, a mimo to, gdyby ktoś zapytał mnie o ciebie, nie wiedziałabym, czy powiedzieć, że jesteś moim wyniosłym, aksamitnym błogosławieństwem czy raczej kuszącym, grzesznym przekleństwem.

Wiem jednak, że bez ciebie byłabym nikim. Tak samo, jak nikim byłbyś beze mnie.

1 stycznia 2000

POWIĄZANIA

CHO SU-JIN

gang-si — narzeczony — właściciel

Gdy ratujesz czyjeś serce, należy do Ciebie – bije dla Ciebie. Przejmujesz je, stajesz się nowym właścicielem i lubisz jego dźwięk, kiedy zbliżasz ucho do obojczyków. Jesteś jego nową właścicielką. I nie masz zamiaru się dzielić...